Protopia jest pro

O tym jak być dobrym przodkiem w trudnych czasach pisze Filip Dębowski

Cofnijmy się do roku 1516. Thomas More, angielski pisarz, myśliciel i polityk, wydaje Utopię – jak się nieco później okaże, jego najsłynniejsze dzieło. Opisuje królestwo na wyspie: wizję państwa idealnego i systemu społecznego. Wizję, której chciałoby się dotknąć w przyszłości.

Utopia zakłada porządek idealny, który chroni planetę, jej dobra i interesy każdej jednostki. No właśnie – każdej. Jak się okazuje (chociażby dzięki eksperymentom XIX-wiecznej społeczności New Harmony w USA), jesteśmy zbyt różni, autonomiczni, ceniący wolność, niezależni i skłonni do rebelii, by żyć w świecie idealnym. Co więcej, dlaczego ludzie, istoty nieperfekcyjne, mieliby stworzyć coś perfekcyjnego? A nawet jeśli – dlaczego miałoby to odpowiadać na potrzeby wszystkich istot nieperfekcyjnych?

Utopijne ideały, choć nieosiągalne, łatwo jednak mogą zostać ubrane w makiaweliczne płaszcze. Pod przykrywką „większego dobra” prostsze jest formowanie masy w kierunku przekonania, że ekonomiczne, społeczne i polityczne zagrywki często wchodzące z butami do naszych głów i domów, są narzędziem kreacji utopijnej przyszłości. Wystarczy przywołać tutaj negatywne aspekty krajowego systemu oceny chińskich obywateli (aka Social Credit System), wątpliwe etycznie zastosowania rozpoznawania twarzy (patrz face recognition) czy celowe uzależnianie nas od social mediów (gugluj social dilemma). Zagrywki te, deklaratywnie wysyłające nas do królestwa na wyspie, tak naprawdę przybliżają nas do jego odbicia w czarnym lustrze dystopii. Kupiliśmy bilet na pociąg do świata, który obiecał nam Thomas More, a tymczasem mkniemy bez szansy na zastanowienie do świata More, świata Więcej, gdzie jedyną wartością pozostał kapitalizm, a pociąg jedzie tylko po to, by jechać dalej i szybciej. W takim świecie systemy totalitarne, nieudane eksperymenty społeczne i mechanizmy ekonomiczne przytłaczające obywateli są na porządku dziennym.

W tym miejscu do dyskusji o naszej przyszłości wkracza starożytny filozof. Gdzie bowiem leży arystotelejski złoty środek pomiędzy utopią i dystopią? Yuval Noah Harari (izraelski profesor, historyk, pisarz) twierdzi, że ludzkość stoi obecnie przed dwoma istotnymi wyborami. Pierwszy jest pomiędzy wzmacnianiem sprawczości obywateli a totalitarnym nadzorem. Drugi – pomiędzy globalną solidarnością i nacjonalistyczną izolacją.

W wyborach tych (i wielu innych) z odsieczą przychodzi protopia. Wkracza jako arbiter, nie oczekuje utopijnego ideału i przegania upiory dystopii. Zamiast tego proponuje jednostce, każdej i każdemu z nas, „tryb głodu” – nieustanne i konsekwentne dążenie do doskonałości, bez obietnicy jej osiągnięcia. Protopia to pozytywna zmiana krok po kroku i stan, w którym dziś jest lepsze niż wczoraj – nawet jeśli różnica jest trudno dostrzegalna lub nieuchwytna. W tym stanie każdą okazję traktujemy jako szansę, by żyć i działać lepiej. Stajemy się odpowiedzialni za nasze potrzeby i pragnienie stawania się lepszym człowiekiem, lepszym mieszkańcem, lepszym rodzicem i w efekcie lepszym przodkiem.

Protopia może kreować zarówno nieznane korzyści, jak i nieoczywiste problemy nowych i następnych normalności. Jest to więc punkt w przyszłości, w którym bierzemy w objęcia chaos i mamy gotowość, by śmietankę spiły następne pokolenia. Być może taka gotowość choć trochę zrównoważy krzyk milionów Gret Thunberg protestujących przeciwko niemrawym reakcjom rządów i elit na globalne ocieplenie i związane z tym problemy środowiska.

Nie możemy jednak zapomnieć, że jako ludzkość mamy pewne sukcesy. Pomimo panującej pandemii żyjemy w prawdopodobnie najciekawszym i najlepszym momencie w historii ludzkości. Postęp naukowy, technologiczny i ekonomiczny jest niezaprzeczalny i dostrzegalny. Błędnie jednak zbudowaliśmy ten świat, opierając się przede wszystkim na zewnętrznych, materialistycznych wartościach i zależnościach. Nie przejmujemy się zanadto tym, co jest wewnątrz – i tak też edukujemy przyszłe pokolenia. Osoby wykształcone w takim materialistycznym systemie tworzą materialistyczne społeczeństwo, ludzkość nieodporną na problemy tego świata, generację lęku tłumionego nurkowaniem w morzach dopaminy. Wirus tkwi w naszych głowach, jego epidemię przespaliśmy, pora więc bić na alarm i ćwiczyć nieustanną, konsekwentną zmianę na lepsze. Małe kroki są good enough.

Protopia nie szuka poklasku. Nie unosi się ego. Jest za to utylitarna i pragmatyczna. A przyszłość? Cóż, przyszłość to nie wróżenie z fusów. Przyszłość to działania tu i teraz, w naszej strefie wpływu, każdego dnia. Przyszłość decyduje się dziś i tylko dziś możemy ją zaprojektować. Ku protopii.


Filip Dębowski
– twórca ruchu “Dobry Przodek” (www.dobryprzodek.pl) inspirującego do naprawiania naszej przyszłości i troski o przyszłe pokolenia. Ciekawy ludzi i świata dociekliwy obserwator rzeczywistości. Wcześniej project/program manager oraz business developer m.in. w Cambridge Innovation Center, Venture Cafe Warsaw oraz hub:raum. Pasjonat szachów, psychologii, górskich wypraw i impro (improwizacja komediowa). Potrafi słuchać i czytać.