Tym razem będzie raczej mało śmiesznie, bo też powodów do uciechy jest coraz mniej.

Subiektywnie o tym, jak sobie radzić z życiem w ciekawych czasach
Marta Królak

Karol Dankwart, (16-1704): Non nocet flamma clienti, polichromia w bazylice na Jasnej Górze, szkic do prac konserwatorkich fresków przeprowadzony przez Juliusza Makarewicza w 1912 r., domena publiczna, polona.pl

Witajcie, kochani. Tym razem będzie raczej mało śmiesznie, bo też powodów do uciechy jest coraz mniej. Być może w USA wybory wygrał Joe Biden, ale nie uważam tego zwycięstwa za powód do szczególnego świętowania. Chociaż nie jest to bezpardonowy ekstremista w tupeciku, rządy dziadów trwać będą w najlepsze. 

Czy w tym roku ktoś, tak jak kiedyś czarny charakter w filmowej wersji Robin Hooda z Kevinem Costnerem, odwoła święta? Mam taką nadzieje, bo to oznaczałoby, że wyjątkowo nie musiałabym spędzać trzech dni w towarzystwie mojej propisowskiej rodziny. Po kobiecych strajkach i rozróbach 11 listopada jestem już naprawdę na granicy załamania nerwowego, jak pewnie wielu z moich drogich czytelników. Żeby znaleźć się w tym wszystkim, co się obecnie – cytując młodzież – „odjaniepawla”, zalogowałam się na internetowy wykład matrony nowoczesnej myśli feministycznej, Silvii Federici. Możecie kojarzyć ją z ruchem Wages for Housework, który w latach 70. ubiegłego wieku walczył o godziwe wynagrodzenie za prace afektywną, do dziś wykonywaną głównie przez kobiety. Federici ma jednak inną, superinteresującą specjalizację, bo od lat bada historię polowania na czarownice. Być może wpadła Wam kiedyś w ręce jej książka Caliban and the Witch: Women, the Body and Primitive Accumulation, w której skrupulatnie przedstawiona została dramatyczna sytuacja kobiet od mniej więcej końca XV wieku aż do ostatnich egzekucji posądzonych o czary kobiet w wieku XVIII. Od czasu wydania Caliban and The Witch Federici w swoich innych książkach i artykułach wielokrotnie odnosiła się do tego tragicznego rozdziału w historii walki o równe prawa kobiet, nie inaczej było więc podczas jej listopadowego wykładu. 

Zgodnie z założeniem włoskiej filozofki między XV a XVIII wiekiem o czary posądzano głównie kobiety, które pragnęły przejąć kontrolę nad własnym życiem i ciałem oraz nie zgadzały się z pozycją, którą zwierzchnicy przypisywali im w społeczeństwie. Jednocześnie historia polowania na czarownice jest historią demonizacji oraz kryminalizacji oporu wobec władzy – w czasach feudalizmu kobiety „z ludu” traktowano jak maszynki do rodzenia poddanych, będących gwarantem bogactwa klasy rządzącej, i pewnie się lekko zdziwicie, czytając to dzisiaj, kiedy w Polsce rząd próbuje obywatelki sprowadzić do roli inkubatorów. Czarownica, jako osoba posiadająca wiedzę o antykoncepcji lub potrafiąca usunąć niechcianą ciążę, dla wielu jest dzisiaj tą „wyszczekaną” feministką, która na ulicy krzyczy „wypierdalać”. Jakby tego było mało, wiadomo, że w tępieniu czarownic kluczową rolę odegrał Kościół, który także dzisiaj miesza się do zupełnie nie swoich spraw, reprezentując wartości dość mgliście określane jako „tradycyjne”.

Wątek ekstremizmu religijno-politycznego objawił się również podczas kampanii wyborczej w USA. Sama Federici podczas wykładu odniosła się do roboty, jaką ruch QAnon wykonuje na korzyść Donalda Trumpa. Jak pewnie wiecie, jestem wielką entuzjastką teorii spiskowych, ale ten cały QAnon to już jest – jakby powiedzieli nasi przyjaciele zza oceanu – next level shit. Żeby nie psuć Wam humorów, oszczędzę bardziej szczegółowego opisu, w skrócie qanonowcy wierzą jednak, że światem rządzi pedofilsko-satanistyczna sekta, która zajmuje się głównie handlem dziećmi i planowaniem zamachu na Trumpa, który postrzegany jest przez wyznawców owej teorii spiskowej jako jedyny człowiek zdolny tę sektę obalić. Według przekazów QAnon za sznurki w tej demonicznej szajce pociągają między innymi Barack Obama, Hilary Clinton i Joe Biden, ale oczywiście zło szerzy się także poza sferą polityki. Do sekty należą również postacie znane ze świata biznesu, jak George Soros albo rodzina Rothschildów. 

Silvia Federici zwraca uwagę na fakt, że większość donosów na kobiety posądzone o czary i konszachty z diabłem była anonimowa. Otóż podobne zjawisko obserwujemy w przypadku QAnon, bo cała teoria spiskowa opiera się na anonimowych wiadomościach publikowanych na internetowych forach przez tajemniczą postać o pseudonimie Q. Osoba ta jest w sposób bliżej nieokreślony związana z rządem, dlatego ma dostęp do supertajnych dokumentów. Dzięki temu świat może zobaczyć prawdziwą twarz liberalnego establishmentu, który nie dość, że podnosi podatki, to jeszcze przyzwala na aborcję, jednopłciowe małżeństwa i wspiera ruch Black Lives Matter.

Według Federici właśnie takie ekstremalnie oderwane od rzeczywistości przekonania doprowadziły do tragicznej śmierci tysięcy kobiet posądzonych o czary. Nie musimy jednak zerkać za ocean, by na własne oczy obserwować podobną eskalację agresji i przemocy na naszym polskim podwórku. Podobnie jak w przypadku QAnon, polski ekstremizm zdaje się wymykać spod kontroli podżegaczy i żyć już własnym, rozbuchanym życiem. I chociaż na ten moment może nam się wydawać, że żyjemy w średniowieczu, to tegoroczne strajki kobiet przypominają, że dziś możemy znacznie swobodniej wyrażać sprzeciw wobec szerzącej się radykalizacji. Podczas wykładu Federici zwróciła uwagę na fakt, że figura czarownicy została niejako zmanipulowana i skomercjalizowana. Sprowadzając wizerunek czarownicy do istniejącego w sferze legend i bajek wyobrażenia brzydkiej baby z miotłą i czarnym kotem, odebrano jej niejako jej prawdziwą, tragiczną historię, która powinna być powszechnie znaną opowieścią o niesprawiedliwej walce o prawo do życia w zgodzie z własnymi zasadami. Dlatego tak cieszy mnie, kiedy obserwuję, jak w Polsce i na świecie kobiety domagające dostępu do bezpiecznej aborcji identyfikują się z czarownicami, odzyskując potencjał drzemiący w ofierze złożonej z tych wszystkich kobiet, które musiały umierać w cierpieniach tylko dlatego, żeby jakieś dziady na górze mogły dalej po swojemu dziadować. Jesteśmy prawnuczkami i prawnukami czarownic, których nie udało im się spalić na stosach i mam nadzieję, że tym razem ostatnie słowo należeć będzie do nas.

 

Marta Królak

autorka, kuratorka, członkini kolektywu Spółdzielnia „Krzak” i adeptka sztuki terapeutycznej w nurcie Gestalt.