Atmosfera eksperymentu

Studio SIUP to fotografowie, którzy zajęli się ceramiką. Ich prace zyskują uznanie na świecie – były prezentowane między innymi podczas London Kraft Week. Z Martyną Dymek, Kasią Skoczylas i Marcinem Sieczką rozmawia Bogna Świątkowska.

Fot. dzięki uprzejmości kolektywu SIUP

 

Skąd nazwa?

Martyna: Nadużywaliśmy tego słowa przez jakiś czas i kiedy rozmawialiśmy na temat nazwy, okazało się, że jest idealna, krótka.

Marcin: Chodziło nam o to, żeby była niepoważna i nastawiona na działanie. Uznaliśmy, że to słówko dobrze zawrze to, co chcemy robić, i to, o czym jeszcze nie wiemy, że chcemy to robić. Nie mamy sformułowanego programu. Działamy, no to siup! Zależy nam na atmosferze eksperymentu. Bo nie jesteśmy projektantami. Nie mamy wykształcenia ceramicznego ani wielkiego doświadczenia. I z tego korzystamy.

Martyna: Siup na głęboką wodę!

Piszecie o sobie, że Siup to połączenie zabawy i eksperymentu, że lubicie grę z formami, kolorami i pomysłami. A pomysł na tę ceramiczną współpracę skąd się wziął?

Marcin: Siup pewnie by się nie narodził albo trwałoby to dużo dłużej, gdyby nie wiosenny lockdown. Pracownię mamy od listopada, a konkretnie z ceramiką pracujemy od stycznia. W momencie lockdownu zostaliśmy odcięci od innych zajęć i mogliśmy się skupić na ceramice. Nasi znajomi narzekali na pandemiczną nudę, a nam ciągle brakowało doby.

Czy macie podział ról w zespole?

Marcin: Każde z nas ma autonomię. Każde robi swoje przedmioty od początku do końca. Wiadomo, że sobie pomagamy, konsultujemy się ze sobą, ale jesteśmy odpowiedzialni za konkretne obiekty. Wszystko wskazuje na to, że po licznych rozmowach wytworzyła się nowa forma porozumienia.

Kasia: W naszych obiektach widać, że motywy wzajemnie się przeplatają. Fajnie, że to wszystko się jakoś łączy.

Chodźmy zobaczyć wasze miejsce pracy. Musimy zejść piętro niżej krętymi schodami.

Marcin: Tę cześć nazywamy maszynownią, bo jest tu kilka maszyn: drukarki 3D, wycinarka, jest też maszyna, za pomocą której robimy inne maszyny. Odkrywamy ich możliwości.

Fot. dzięki uprzejmości kolektywu SIUP

Jakie nazwy nadajecie swoim obiektom?

Martyna: Falowce, bo są bardzo pogięte. One powstały jako pierwsze, później na ich bazie zrobiliśmy kilka innych projektów, na przykład lampy cukierkowce. Są też tubowce, języki, mózgi i kulkowce.

Kasia: No i pieski, które wszyscy mylą z górami i wulkanami.

Fot. dzięki uprzejmości kolektywu SIUP

Jakie znaczenie ma dla was powtarzalność obiektów?

Martyna: Każdy nasz przedmiot jest lepiony od nowa.

Kasia: One nie są identyczne…

Martyna: I o to nam chodzi.

Marcin: Ja nie chciałbym zrobić jeszcze raz tego samego przedmiotu. Nieraz wracamy do projektu, wykonujemy go jedynie z pamięci i dopiero po skończeniu konfrontujemy go z „oryginałem”. Lubimy obserwować zachodzące w tym procesie zmiany.

Czy to jest ta droga, którą myśleliście, że pójdziecie, kiedy podejmowaliście studia?

Marcin: Zupełnie nie!

Kasia: Studiowaliśmy fotografię, nie sądziliśmy, że będziemy ceramikami.

Martyna: W sumie nie chodziło mi nigdy o fotografię, a bardziej o swobodę działania, możliwość podjęcia pracy z czymś, co jest materialne.

Kasia: Ja też myślałam, że fotografia może się przydać, ale że dobrze byłoby coś robić, wykonywać rękami.

Marcin: A ja chciałem się zajmować fotografią i dopiero gdy realizowałem kolejne projekty, widziałem, że fotografia nie bardzo spełnia swoje zadanie w tym, co chcę robić. Okazało się, że to, w czym najlepiej się odnajduję, to formy rzeźbiarsko-przestrzenne. I wtedy pojawiła się myśl, że ceramika może być medium łączącym element twórczy z realną sytuacją, wynikającą z tego, że dla kogoś świeżo po studiach rzeczywistość nie jest superświetlana, że trzeba szukać jakiegoś sposobu na życie, najlepiej sposobu dającego swobodę.

Mimo że wasza historia zaczęła się dopiero niedawno, już uzyskaliście zaproszenie do uczestniczenia w London Kraft Week. Czy ta rama rzemieślnicza wam odpowiada?

Marcin: Zostaliśmy zaproszeni przez projekt wystawienniczy Cluster London. Było to dla nas dużym zaskoczeniem, bo nie spodziewaliśmy się zaproszenia ze strony galerii sztuki.

Martyna: Mamy bardzo pozytywny odzew z mediów społecznościowych z całego świata, chociaż najwięcej klientów mamy z USA.

Marcin: Tak, myślimy o Siupie jako o formie rzemiosła, w której w pragmatycznie korzystamy ze sposobu myślenia i wrażliwości, którą wspólnie kształtowaliśmy na uniwersytecie.

Fot. dzięki uprzejmości kolektywu SIUP

Dokonaliście przełączenia się w świat bardziej manualny i sprawczy, pozwalający na kształtowanie własnych form. Czy się przejmujecie tym, co się dzieje w świecie ceramicznym, czy może macie inne punkty odniesienia?

Martyna: Tak naprawdę punktem odniesienia jest dla nas coś pomiędzy naturą a sztuką. Mamy nadzieję, że takie podejście widać w naszych przedmiotach. Nie jesteśmy nastawieni na tryb pracy manufaktury, która produkuje serię skończonych projektów. Skupiamy się na procesie. Mamy oczywiście swoich ulubionych artystów powiązanych z ceramiką. Moimi są Anny Wang i Siegve Knutsen, u których również mogę dopatrywać się podobnego spojrzenia na design.

Kasia: Bardzo lubię, kiedy forma mnie zaskakuje już w trakcie pracy. W moim przypadku obiekty nigdy nie są planowane i rozrysowywane. Wydaje mi się, że ta pozorna przypadkowość ma swoje zakorzenienie właśnie w naturze.

Fot. dzięki uprzejmości kolektywu SIUP

Wydaje się, że w waszych obiektach odzwierciedlacie środowisko pozaludzkie. Czy organiczność waszych prac, to przemyślana decyzja, czy raczej efekt eksperymentu z formą twórczą, w której próbujecie dopiero sił?

Marcin: Sprawdzamy formy, materiał, obserwujemy, co się dzieje w trakcie pracy. Są rzeczy, które nas ujmują, ale ja wszedłem w to bez przygotowania i nie jest dla mnie ono superistotne. A swoją drogą, wierzymy w autonomię pozaludzkich elementów rzeczywistości.

Kasia: Wiele projektów także przerywamy w trakcie i zmieniamy tor. Odkładamy na półkę i chwytamy za to, co w tym momencie nas interesuje, a po czasie wracamy lub przekształcamy dany pomysł.

Martyna: Organiczność naszych przedmiotów to decyzja poparta naszymi inspiracjami. Spontanicznie przychodzą do nas mniejsze decyzje: kolory, rozwiązania techniczne itd. Dla mnie bardzo ważne jest spoglądanie na naturę, ale również swobodne uleganie innym wpływom estetycznym.

Kolektyw SIUP, od lewej: Kasia Skoczylas, Martyna Dymek, Marcin Sieczka, fot. dzięki uprzejmości artystów

Kolektyw SIUP – małe studio projektowe działające w Warszawie, założone przez trójkę przyjaciół, absolwentów Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu. siup.studio

Marcin Sieczka (ur. 1993) – posługuje się fotografią, wideo, rzeźbą i dźwiękiem. Mieszka i pracuje w Warszawie.

Martyna Dymek (ur. 1993) – zajmuje się projektowaniem przedmiotów, interesuje się również ilustracją. Jej praktyka artystyczna skupia się wokół zagadnień ciała i tożsamości.

Kasia Skoczylas (ur. 1998) – praktykę artystyczną skupia wokół instalacji i rzeźby. Na co dzień asystuje przy planach zdjęciowych. Mieszka i pracuje w Warszawie.