#POLSKA na marzec

Fot. Justyna Chmielewska

Jest taki trend – może nie najświeższy, bo trwa już parę lat, ale za to z roku na rok wydaje się coraz mocniejszy – polegający na ciągłym poprawianiu historii. Tu się coś podszlifuje, żeby zniknął ostry kant, tam się zalepi, żeby nie było widać brzydkiej skazy, gdzie indziej się coś dosztukuje, gdy brakuje, albo odpiłuje, skoro zawadza. Przeszłość to już nie tyle obcy kraj, ile raczej plastelina.

Rozglądając się po mieście, możemy odnieść wrażenie, że zaczęły powstawać już nawet wyspecjalizowane ekipy remontowe. Przyjadą, w try miga postawią rusztowanie, odświeżą tynk agregatem, wyszlifują na glanc, zetrą patynę z tabliczek i poczciwy, acz sprawiający nieustanne problemy rok – weźmy choćby taki niesforny 1939 – zamiast chwiać się na prawo i lewo i straszyć spękanym pod niegdysiejszymi śniegami betonem, będzie jak nowy!