Witajcie w nowej dekadzie

Subiektywnie o tym, jak sobie radzić z życiem w ciekawych czasach

MARTA KRÓLAK

Kochani, witajcie w nowej dekadzie! Z tej strony wasza ulubiona domorosła terapeutka, początkująca gestaltystka i kuratorka po przejściach. Nigdy wam się jeszcze do tego nie przyznałam, ale w ramach relaksu od kilku sezonów oglądam namiętnie reality show The Bachelor. Amerykański program, w którym jeden typ wybiera sobie narzeczoną spośród kilkudziesięciu kobiet (spokojnie, jest też damska wersja – The Bachelorette), nadawany w telewizji ABC nieprzerwanie chyba od prawie 20 lat, doczekał się różnorodnych spin-offów, wersji regionalnych i od 2002 roku z sukcesem produkuje celebrytów, będących pożywką dla plotkarskich portali oraz innych produkcji reality tv. 

Zadumawszy się nad fenomenem programu zauważyłam, że The Bachelor sprzedaje nam kilka bardzo sensownych prawd o życiu. Otóż po pierwsze, samotność przez większość z nas wciąż uważana jest za najgorsze co może spotkać człowieka. Mam na to dowody w postaci zyskujących na popularności alternatywnych metod uprawiania miłości, takich jak otwarte lub poliamoryczne związki, będące gwarancją, że żadne z uczestników naprawdę nigdy, ale to nigdy nie będzie nieszczęśliwe. Po drugie, im gorsze mamy czasy, tym większą nadzieję pokładamy w miłości i więcej wysiłku wkładamy w dbanie o międzyludzkie relacje. Możemy tutaj nawet pominąć aspekt romantyczny, bo często potrzeba miłości realizuje się w przyjaźniach i związkach rodzinnych. 

Głód bliskości jest bezpośrednio związany z potrzebą przynależności i stadnym poczuciem szczęścia, jakiego doświadczamy, gdy jesteśmy częścią community. Z punktu widzenia Gestalt „ja” kształtuje się w relacjach, więc nie da się być kompletną osobą bez utrzymywania zdrowych, bliższych lub dalszych, związków. Deficyt dóbr i owocnych kontaktów to prawdziwa plaga, jaką zafundował nam neoliberalny kult jednostki odnoszącej sukcesy i dążącej po trupach do celu. Programy typu The Bachelor pokazują, że nie tylko każdy zasługuje, ale przede wszystkim każdy pragnie miłości. Z własnego doświadczenia mogę wam powiedzieć, że udało mi się wyjść z depresji nie tylko dzięki długiej terapii czy łykaniu antydepresantów, ale przede wszystkim dzięki bogatym i głębokim przyjaźniom, które nawiązałam na przestrzeni ostatnich kilku lat. Oczywiście relacje międzyludzkie nie są tylko proste i przyjemne, a budowanie bliskości to kawał ciężkiej roboty. Jeśli czytasz to i akurat masz w życiu kiepski czas, zaufaj mi, że wyjście do ludzi to akurat ten jeden krok poza twoją strefę komfortu, który warto zrobić. Czeka cię spotkanie z czymś nieprzewidywalnym, ale bardzo wartościowym.

Miriam Cahn, b.t. (12.11.17, 2017), 2017, dzięki uprzejmości artystki oraz Galerie Jocelyn Wolff, Paris i Meyer Riegger, Berlin/Karlsruhe

Jeśli widzieliście ostatnią wystawę Miriam Cahn to wiecie, co mam na myśli. Chyba nikt ze współczesnych twórców w tak piękny sposób nie przedstawia różnorodności i złożoności ludzkich emocji. Na obrazach Cahn oglądamy schematycznie przedstawione ciała, umieszczone często w dość surrealistycznych sytuacjach, ale ich ekspresja jest czytelna nawet dla sztukowspółczesnych laików. Przedstawienia często przywodzą na myśl sceny pojawiające w wyobraźni, kiedy jesteśmy na granicy snu i jawy. Malarstwo Cahn to bardzo dziwna, ale poruszająca mieszanka pragnień, strachu i stopklatek z rzeczywistości, przy okazji przedstawiająca całą złożoność ludzkich relacji. Na przykład na obrazie zatytułowanym Kochanie widzimy parę, chyba podczas aktu seksualnego, której tożsamość płciowa jest niejednoznaczna, tak samo jak niejednoznaczne jest to, kto tu kocha kogo i czy te role za chwilę się nie odwrócą. Gdzieś z tyłu głowy pojawia się również hasło „przemoc”, bo nie do końca wiadomo, czy para odczuwa przyjemność, czy te upiorne uśmieszki nie oznaczają przypadkiem przerażenia. Sytuacja jest o tyle dynamiczna, że – podobnie jak współczesna koncepcja tożsamości płciowej – miłość jest czymś płynnym, i nie musicie mieć zaburzeń natury psychologicznej, żeby wiedzieć, jak łatwo jest przejść ze stanu ekstazy w złość, a nawet agresję. 

Chociaż Miriam Cahn ma raczej reputację artystki poruszającej tematy trudne do wyrażenia słowami i specjalizującej się w przedstawieniach ludzkiego okrucieństwa, ja w jej obrazach widzę ogromny potencjał emancypacyjny. Jeśli chodzi o relacje, to bardzo często bycie w kontakcie z drugą osobą wygląda jak sytuacja przedstawiona na pastelu b.t. (10.05.2012), kiedy wychodzimy do ludzi z jakąś inicjatywą i zamiast zrozumienia dostajemy solidnie i centralnie w pysk. Możecie mnie za to znienawidzić, ale wciąż zamierzam przekonywać was, że mimo ryzyka warto podejmować próby nawiązania relacji z innymi ludźmi. W Gestalcie często podkreśla się jak ważnym odruchem fizjologicznym jest agresja, rozumiana jako impuls płynący z llibidalnego poziomu naszej (pod)świadomości. Pierwszym agresywnym odruchem człowieka jest zaczerpnięcie pierwszego oddechu po narodzinach; kolejnym może być na przykład wypluwanie jedzenia przez przekarmianego małolata. Babciom, dziadkom, tatusiom i mamusiom postawionym w takiej sytuacji często wydaje się, że dziecko grymasi, natomiast gestaltyści postrzegają ten odruch raczej jako potrzebę ugruntowania własnej odrębności. Jeśli chodzi o dorosłych, to oczywiście ich relacja z agresją staje się z wiekiem bardziej skomplikowana, i często tłumiony poprzez przekarmianie czy wmuszanie różnych innych średnio zjadliwych koncepcji impuls zamiast odważnego odruchu wgryzania się w atrakcyjne dla nas sytuacje zamienia się w strach. W takich warunkach pozytywne aspekty otaczającej nas rzeczywistości przestają być zjadliwe i to, co dla osoby w lepszej kondycji psychicznej stanowi smakowity kąsek, my postrzegamy jako niestrawne, toksyczne i po prostu nie do przyjęcia.

Miriam Cahn, b.t. (10.05.2012), 2012, Kolekcja Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie

Zamiast więc czerpać korzyści z relacji, mamy raczej ochotę komuś przywalić, albo nieświadomi pozycji, w jakiej znajduje się druga osoba, zarobimy policzek. I chociaż na pierwszy rzut oka taki gest wydaje się dla relacji raczej destrukcyjny, to bardzo często – podobnie jak obrazy Miriam Cahn – wyraża dużo więcej niż potok słów i może się okazać bardzo rozwojowy dla obu stron konfliktu. W końcu życie, jak sami wiecie, raczej nie jest usłane różami, frustracje zdarzają się częściej niż byśmy chcieli, a i od przemocy nie da się dzisiaj tak łatwo uciec. Ponieważ różne nieprzyjemności mogą nas spotkać na każdym kroku, znacznie lepiej byłoby je przeżyć w bezpiecznych, kontrolowanych warunkach bliskiej relacji z dziewczyną, chłopakiem lub przyjacielem. Jeśli dobra znajoma wykrzyczy ci w twarz, że ma cie dosyć, jest duża szansa, że gdy emocje opadną przegadacie sprawę i oboje wyjdziecie z tego doświadczenia naprawdę ubogaceni. No cóż, life is brutal and full of zasadzkas, jak głosi pewne staropolskie przysłowie, and sometimes kopas w dupas też się zdarza.

 

MARTA KRÓLAK

felietonistka, kuratorka, współpracowniczka NN6T. Pod adresem marta@beczmiana.pl udziela porad i rozwiązuje problemy. Anonimowość gwarantowana!