Skasować romantyzm

Z Szawłem Płóciennikiem i Leną Prokopczyk o zdrowiu psychicznym i obłąkanych wieszczach rozmawia Magda Citko

Szaweł Płóciennik, Portret rodzinny, dzięki uprzejmości artysty

Zaburzenia psychiczne nie są rzeczą społecznie neutralną. Są traktowane tak, jakby była to kwestia dyskusyjna. Macie potrzebę zmieniania tego wyobrażenia?

Szaweł: Wydaje mi się, że nasza wystawa działa dwutorowo. Z jednej strony klimat, który – jak sama mówisz – tu się unosi, miał podbić charakter samej wystawy i treści, które się na niej znalazły. Pospolita rzecz zabita bezpośrednio opowiada o zaburzeniu zbiorowym. O chorobie psychicznej narodu, naszej całej wspólnoty. Według Ericha Fromma nie tylko jednostki charakteryzują się takimi zaburzeniami, ale również całe zbiorowości. Wystawa mówi też o największym wyparciu całej ludzkiej cywilizacji. Pospolita rzecz w tym rozumieniu odnosi się też do naszej planety. Wspólnie z grupą artystów zaproszonych do udziału próbujemy postawić diagnozę społeczeństwu. I temu mniejszemu, i globalnemu. To miejsce w tym sensie eskaluje charakter tego mitu. Poruszamy też kwestię obłędu artysty czy artystki. Pokazujemy, że nie jest on romantyczny i nie jest wspaniały. My, jako twórcy, powinniśmy zerwać z tym romantyzmem, pięknym obłędem. Być może na pierwszym planie lepiej postawić działanie i samoświadomość, a nie figurę jakiejś nadprzyrodzonej siły czy natchnienia.

Lena: W ogóle działamy dwutorowo. Korzystamy z tego, że aura szpitala i tych wszystkich opowieści jest ciekawa i przerażająca. To wzbudza wśród ludzi zainteresowanie. Wykorzystujemy to, żeby pokazać, jak bliskie każdemu z nas mogą być choroby psychiczne, chcemy je odczarować. Chcemy, żeby ludzie przestali się tego bać. Żeby ludzie mający zaburzenia, ale nieleczący się, byli bardziej otwarci i podjęli jednak próbę sięgnięcia po pomoc. Cały czas istnieje w Polsce przekonanie, że pójście na terapię albo do psychiatry oznacza jakąś porażkę albo bycie wariatem. Myślę, że dlatego tak dużo dzieci cierpi na przewlekłą depresję, bo nie wiedzą, co mają z nią zrobić. A rodzice nie chcą ich stygmatyzować przez wysłanie do psychiatry. Piętno bycia nienormalnym jest przecież powierzchowne. Skoro mamy narzędzia, żeby to zwalczyć, to powinniśmy to robić. A wykorzystujemy do tego sztukę, bo obiekty, które tu pokazujemy, owszem, mogą wywołać pewną traumę, jednak zostają tylko w głowie. Przeżywanie mocnych doświadczeń za pośrednictwem sztuki jest bezpieczne, ale pozwala na przeżycie katharsis. Obcowanie z czymś takim jest ważnym elementem składowym naszego zdrowia psychicznego.

Szaweł Płóciennik, Zamach, dzięki uprzejmości artysty

Przedstawmy Oddział Przepiękny. Prowadzicie zajęcia z arteterapii na terenie szpitala. Skąd wziął się pomysł na taką działalność i jak to w ogóle załatwiliście?

Szaweł: Wyszliśmy z taką inicjatywą, że w zamian za udostępnienie nam przestrzeni pracowni oferujemy swoje działanie, i uzgodniliśmy, że będziemy prowadzić takie zajęcia. Może nawet arteterapia to za dużo powiedziane, bo chyba do tego trzeba być specjalnie wykwalifikowanym i prowadzić to w określonym kierunku. Spotykamy się z wyselekcjonowaną grupą pacjentów. Malujemy razem martwą naturę, robimy komiksy, rysujemy własne portrety, rozmawiamy i staramy się umilić sobie wspólnie czas. W szpitalu jest dużo tak zwanych staruszków, którzy nie rysowali z pięćdziesiąt lat i mają obawy przed tym. Czasami jakaś pani narysuje króliczka i cieszy się z tego powodu.

Lena: Ten pomysł wynika też z tego, że człowiek jest istotą twórczą. Działania plastyczne pomagają w zachowaniu zdrowia psychicznego. Przez te warsztaty pokazujemy tym ludziom drogę, dzięki której mogą niektóre ze swoich uczuć ukoić przez chociażby kolorowanie czegoś. To przede wszystkim ośmielenie ich do działania.

Szaweł: Poza warsztatami organizowaliśmy też wystawy naszych prac dla pacjentów. Oddział Przepiękny był dla nas wyjściem z kokonu, po prostu nazwaliśmy coś, co już od roku się działo. I pod tym szyldem chcemy inicjować kolejne wystawy otwarte dla wszystkich.

A jak jest z pracami, które powstają na zajęciach? Są pokazywane?

Szaweł: Tak, są to wydarzenia wewnątrz szpitala, ze względu na anonimowość pacjentów.

Czyli obowiązuje was – powiedzmy – tajemnica lekarska.

Szaweł: No w sumie tak. Ale mamy też przykład jednej dziewczyny, która zgłosiła się do nas sama. Chciała wziąć udział w tej otwartej wystawie, opowiedziała nam o swoim problemie. W trakcie wernisażu puszczaliśmy wideo pokazujące jak maluje swój obraz. W tle opowiadała o swoich doświadczeniach terapii.

Lena: Tak, to zależy od pacjentów. Jeśli chcą się pokazać, to mają taką możliwość. Po prostu nie chcemy na siłę naruszać ich prywatności.

Te zajęcia to na pewno mega cenne doświadczenie. Mówiliście już o tym, co to daje pacjentom. A jak jest z wami? Musieliście nauczyć się wielu rzeczy.

Szaweł: Wiesz, mnie w ogóle ciężko oddzielić ludzi, którzy mają jakieś zaburzenia, od tych, którzy ich być może nie mają. Obcowałem wielokrotnie z ludźmi, którzy mieli zdiagnozowaną chorobę psychiczną, ale to nigdy nie było dla mnie ważne. Ci ludzie od wielu lat mnie otaczają, więc jak dostaliśmy możliwość robienia rzeczy w tym miejscu, to czułem się jak u siebie. Nie jest to dla mnie świat, przed którym uciekam i którego się boję. Wydaje mi się, że to cały czas moja bańka, w której żyję. Ludzie, którzy mają zawsze ciekawe historie do opowiedzenia. Kiedy prowadzę warsztaty, to lubię słuchać opowieści pacjentów. Tych konkretnych relacji, bardzo dramatycznych zwierzeń. Jesteśmy po prostu obserwatorami, nie staramy się tego w żaden sposób diagnozować i oceniać.

Lena: Moje doświadczenia życiowe są oparte na pomocy ze strony innych ludzi. W mojej rodzinie pomagamy sobie wzajemnie. To jest coś zupełnie naturalnego, najbardziej podstawowego. Dlatego myślę, że kiedy tutaj coś robimy, pomagamy tym ludziom, to jest to obowiązek każdego z nas. Jest to również część naszych zainteresowań.

Szaweł: No tak, to oaza dla naszych twórczych działań. Nie zawsze istnieje możliwość, by je rozwijać. W Warszawie sytuacja jest słaba, ciężko znaleźć swój kąt. Tutaj nie dość, że mamy swój kąt, to jeszcze mamy fajnych ludzi. I różni artyści od razu chętniej wchodzą z nami we współpracę, tworzy się coś na kształt wspólnoty. Wcześniej ją rozkręcaliśmy w ramach Otwartej Pracowni Eksperymentu Kaplica. Był podobny klimat, ale bardziej w samym środowisku studenckim. A teraz trochę na zewnątrz, trochę w środku, no i jest OK.

Lena Prokopczyk, Ciśnie, dzięki uprzejmości artystki

Często nachodzą mnie myśli, jak to jest z rzeczami, które robi się w naszym środowisku. Na pewno ucieka się od mozolnego tłumaczenia, o co chodzi w tych wszystkich pracach. Ale ciężko stwierdzić, czym właściwie są wasze prace. Próbują komentować rzeczywistość czy przeciwnie – są totalnym eskapizmem?

Szaweł: Jeśli chodzi o moje prace, to zawsze bazą do skonstruowania obrazu lub instalacji są moje osobiste przeżycia. Moja prywatna droga, sięgająca aż do dzieciństwa. Staram się jątrzyć w moich własnych stłumieniach, w traumach i zapamiętanych obrazach. Chodzi mi o to, żeby wygenerować obraz, który to wszystko zmieni. Zależy mi na odpowiednim balansie pomiędzy symbolami. Wszystko po to, żeby stworzyć wrażenie, które będzie dawać mi satysfakcję względem niezagojonych spraw. Ale jednocześnie chodzi też o to, żeby tę cząstkę odbytej przeze mnie (lub przez siebie) podróży mógł znaleźć w tej pracy odbiorca bądź – jak wolę go określać – uczestnik. Zależy mi na tym, żeby kod, którym się posługuję, był neutralny, bo mówimy tu o obopólnej satysfakcji. Doprowadzam do spotkania i chciałbym, żeby było jak najbardziej intymne. Czasami słyszę interpretacje, które są całkowicie odmienne od pierwotnego planu, ale to też jest OK. Nie ma sensu wykładać od razu na wejściu tej swojej osobistej kalki. Bo załóżmy, że jakiś mój obraz jest o tym, że umarł mi pies. I jak o tym powiem, to osoba, której umarł kot, nie będzie czuła więzi z tym dziełem.

Lena: No ale trochę też pokazujesz polityki.

Szaweł: Tak, jednak zaangażowanie społeczno-polityczne w mojej pracy wynika z sytuacji, które wchodzą w konflikt ze mną personalnie. To musi być sytuacja, która zaistniała wokół mnie lub moich bliskich. Polityka to bardziej pretekst do pokazania bardziej uniwersalnej treści.

Lena: Większość obrazów tu pokazanych przedstawia sztukę zaangażowaną. Z moimi obrazami jest tak samo, ale jednak inaczej. Uprawiam abstrakcję. To jest dosyć trudne malarstwo, które nie jest w Polsce tak powszechne i powszechnie rozumiane. Nie ma o tym wiedzy, o sposobach odbierania go, dlatego można pomyśleć, że moje prace nie są malarstwem zaangażowanym. Ja skupiam się na przemyśleniach własnych, czasami też moich bliskich. Ostatnio wszystkie moje obrazy oscylują wokół przemocy, głównie domowej. Poprzez formę abstrakcyjną staram się przedstawić mój punkt widzenia w ogólnodostępnej formie.

Szaweł: Ja mam wrażenie, że ty poszukujesz harmonii.

Lena: Dla mnie to autoterapia. Bardzo dużo rozmyślam podczas malowania.

Lena Prokopczyk, Kłuje, dzięki uprzejmości artystki

W opisie wystawy wspominacie o artyście jako wieszczu i wizjonerze, pewnego rodzaju przewodniku. Ten romantyczny mit doskonale zgrywa się z otoczeniem szpitala wybudowanego na przełomie XIX i XX wieku. Artysta-szaleniec, człowiek wszechwiedzący. Jak to jest? Czy trzeba być pojebanym, żeby być dobrym artystą?

Szaweł: W moim odczuciu w ogóle nie można. Nie można być artystą, będąc neurotykiem. Będąc osobą szaloną nie jesteśmy w stanie wyciągnąć z naszej podświadomości czegoś, co moglibyśmy przekalkulować i oddać w formie dzieła. To nie byłoby czytelne. Popadamy wtedy w manię, w działanie mechaniczne. A to jest pozbawione kontroli i wyprane z emocjonalności. Trochę jak znęcanie się nad sobą. Na pewno są artyści, którzy są neurotykami, ale mają w sobie racjonalizm i silne ego. Bez tego ciężko jest tworzyć. Ten wieszcz, o którym mówisz, powołuje się na natchnienie. Taka narracja została przypięta do artysty, żeby bagatelizować jego moc sprawczą.

I zdolność do zdrowego osądu sytuacji.

Lena: Tak. I jak już mówiłam wcześniej, sztuka jest bardzo ważnym elementem duchowości człowieka i jego zdrowia psychicznego. Większość artystów, którzy zaczynają chorować, nie jest w stanie tworzyć. Artysta jest osobą, która ma umiejętność przerobienia swoich traum w twórcze działanie.

Szaweł: No i czasami artyści też sami się powołują na ten obłęd, bo to takie fajne i romantyczne. Bywa, że sami się ubieramy w te fasady.

Lena: Jak w czarny golf i beret.