MRW = M = W

Nie przeceniamy skuteczności sztuki i zdajemy sobie sprawę, że na każdego działa trochę inaczej – pisze GRUPA BUDAPESZT i ujawnia znaczenia trójkąta MONTAŻ – RÓWNANIE – WYMIAR, niekonwencjonalnie wykorzystując do tego zero

Podobnie jak istotą montażu jest cięcie, istotą równania jest podział: jedna klatka filmowa oddzielona od kolejnej; czarny, wąski pasek łączący jeden nieruchomy obraz z drugim; jedna ze stron przeciwstawiona drugiej, a pomiędzy nimi dwa równoległe czarne prostokąty, bardzo wąskie, w poziomie, które sprawiają, że to co z lewej strony jest tym, co z prawej strony. Nie inaczej z wymiarami: drugi wymiar nie jest sklejony z trzecim, nie przechodzi w niego płynnie, ale przeciwnie – przechodzi, pozostawiając pewien uskok. W tym uskoku znajdują się dyskretne przecięcia, które nazywaliśmy wymiarem drugim i pół. Ale wspominaliśmy także, że prawdziwy podział nigdy nie daje się sprowadzić do dwóch stron, jeśli zachodzi między stroną lewą a prawą, między jedynką a dwójką, nigdy nie jest prawdziwym podziałem. Prawdziwy podział zaczyna się od trzech. Dlatego w trójkącie MONTAŻ – RÓWNANIE – WYMIAR zawiera się cała wiedza hermetyczna, w którą wgląd ma Grupa Budapeszt i którą w roku 2018 w NN6T dzieliła się z czytelnikiem. Przyszedł czas na ujrzenie trójkąta w całości. 

Naturalnie pod żadnym pozorem nie należy rysować tego trójkąta – w interesujących nas obszarach zmysłowa naoczność jest tyleż pociągająca, co zwodnicza, nieoszlifowana siłą intelektualnej redukcji prowadzi donikąd. MONTAŻ – RÓWNANIE – WYMIAR w oczywisty sposób mówi nam o odpowiedniości zachodzącej między montażem a wymiarem. Przyjrzyjmy się dokładnie temu trójkątowi sprowadzonemu do jednej linii tekstu. 

MONTAŻ – RÓWNANIE – WYMIAR

Środkowa część tej linii w jasny sposób komunikuje relacje między dwiema stronami. Jeśli MONTAŻ to strona lewa, a WYMIAR to strona prawa, to w rzeczy samej za znaki składające się na słowo RÓWNANIE można podstawić znak wizualny opisujący to, co słowo RÓWNANIE robi. To znaczy: =. MONTAŻ – RÓWNANIE – WYMIAR to przecież nic innego niż MONTAŻ – = – WYMIAR.

Już tutaj widać jednak, że nie mamy do czynienia z jednym trójkątem równobocznym, ale raczej zawsze z trójkątem równobocznym zawierającym dwa trójkąty równoboczne. Poprzednie zdanie możemy wszak zaprezentować jako: MONTAŻ – RÓWNANIE – WYMIAR = MONTAŻ – = – WYMIAR. Co należy interpretować dosłownie tak: przy zajściu odpowiedniej równości trójkąt (a więc także i trzy wymiary) jest redukowalny w zapisie do równania, w którym znak równości jest trzecią stroną, a nie tylko łącznikiem dwóch pierwszych. Pamiętajmy jednak, że cały czas mówimy tutaj o dwóch trójkątach, pomiędzy którymi zachodzi równość. A więc: =

MONTAŻ – RÓWNANIE – WYMIAR = MONTAŻ – = – WYMIAR

Oto jak dwa trójkąty można zamknąć w dwóch prostokątach, pomiędzy którymi tworzy się trzeci, oznaczający równanie, równość, ale i porównanie. A oto jak można zmultiplikować te dwa trójkąty (tekstowe) wpisane w prostokąty (graficzne). 

MONTAŻ – RÓWNANIE – WYMIAR = MONTAŻ – = – WYMIAR
M – R – W = M – = – W

W logice najważniejsza jest jednak elegancja. – = – jest dziwadłem, z którym trzeba się zmierzyć, zredukować, ujarzmić, nie tracąc jego znaczenia. To, co wiemy z pewnością, to że mamy trzy linie, na których zawieszone są wąskie, poziomie prostokąty, jedną linią jest ta tutaj –, drugą jest linia wyższej kreski w =,  a trzecią jest jej linia niższa. W skrócie więc ≡. Właściwa redukcja przyjmuje więc formułę: M ≡ W, co oznacza: M jest styczne z W. Jest to zresztą całkowicie intuicyjne, wiemy od dziecka, że M to po prostu odwrócone W. Interesujące wydaje się jednak to, że ze względu na zawartość środkowego prostokąta, między M i R, i W z lewej strony musi zachodzić podobna relacja (jeśli strona lewa i prawa połączone są znakiem równości). A skoro tak, to rzecz jasna środkowe = można również zamienić na ≡. 

M – R – W M W

Można również ten stosunek przedstawić za pomocą badań nad pochodzeniem liter. Litera M pochodzi od egipskiego symbolu oznaczającego morze: . Natomiast W, ma swoje źródło w literze, której pierwotnym znaczeniem było berło: lub różdżka. Skojarzenie z momentem, w którym w czasie ucieczki z Egiptu Mojżesz nakazuje morzu się rozstąpić, narzuca się samo. To koncepcja o tyle trafna, że przywodzi na myśl kolejną literę: U, która również pochodzi od berła, ale jej kształt idealnie oddaje rozstąpione morze. Małe u w logice jest natomiast symbolem koniunkcji, która pozwala na montaż elementów układu.

Rodzi się jednak pytanie: Jak obliczyć faktycznie występującą styczność pomiędzy elementami, tak na pierwszy rzut oka nieprzystawalnymi jak te powyżej? Z podpowiedzią śpieszy tutaj teoria trzeciego zdjęcia, która pozwala na multiplikowanie tych konfundujących momentów z dowolnym zestawem dwóch zdjęć i trzeciego – burzyciela porządków. Pozwala też dostrzegać trójkąty tam, gdzie ich nie widać na pierwszy rzut oka, jak w przypadku powyższych prostokątów. Teoria ma szereg elementów. Jednym z nich jest obliczanie objętości podwójnych figur, które są ze sobą styczne. Jedną z metod obliczania skuteczności nałożenia figur może być wyobrażenie stosunków między trzema prostokątami jako stosunków wymiarów poszczególnych boków każdego z nich, które z kolei dzielone są przez cyfry kolejnych liter. Otrzymujemy w ramach tej metody dość skomplikowany zapis: (a1 : b1) : (M : R : W) x (a2 : b2) : (o) x (a3 : b3) : (M : W). Podstawmy pod to jakieś wartości i zobaczmy, co nam z tego wyjdzie. 

(4 : 3) : (13 : 17 : 20) x (16 : 9) : (0) x (4  : 4) : (13 : 20), czyli 1,3  : 0,038 x 1,8 : 0 x 1 : 0,65, czyli 34,21 x 0 x 0,65, czyli 0. Zero. 

No właśnie. W zerze dokonuje się styczność trójkątów w prostokątach. To w zerze na siebie nachodzą, stapiają się w jeden, zyskują te same rozmiary i kształty. Czasem łatwiej je zobaczyć, kiedy nie wiadomo, czy są ze sobą styczne. Czasem styczność sprawia, że znikają. W tym względzie pouczająca jest lektura Ziemi jałowej Eliota, który notuje „migotanie” trzeciego pasażera:

Kim jest ten trzeci, który zawsze idzie obok ciebie?
Gdy liczę nas, jesteśmy tylko ty i ja.
Lecz gdy spoglądam przed siebie w biel drogi,
Zawsze ktoś jeszcze idzie obok ciebie,
Stąpa spowity płaszczem brunatnym, w kapturze.
Nie wiem, czy jest to kobieta, czy mąż
– Kim jest ten, który idzie po twej drugiej stronie?

Inspiracją dla Eliota były opowieści polarników, którzy twierdzili, że w przetrwaniu najcięższych warunków pomagała im postać, która w najtrudniejszych momentach pojawiała się, „migocząc”, a której pierwotnie w grupie nie było. Fakt, że opowiadają o tej obecności polarnicy, którzy przetrwali, może oznaczać, że pełni ona funkcję przewodnika. Podobnie nasz współczynnik oferowany przez trzecie zdjęcie jest zbawcą dwóch pozostałych, który umożliwiając znaczeniowe spięcie, jednocześnie zapewnia pozostałym dwóch raison d’etre.

Bardziej odpowiednio byłoby więc zapisać nasze równanie nieco inaczej, oddając sprawiedliwość eliotowskiemu znikaniu czy migotaniu. 

Oto wzór na styczność, który tłumaczy wszystkie nasze ubiegłoroczne dociekania. Jest wzorem ukazującym cienie, jak w Entuzjazmie Wiertowa, w którym cień odkleja się bohatera i przyłącza się do innych cieni. Jest to kluczem do zrozumienia wpływu, który powinno roztaczać kino statystyczne. Pokazywać powinno w pierwszym rzędzie niesprawiedliwość społeczną i brak równowagi. Powinno mówić: „Popatrz! Wszystko idzie ku gorszemu! Cieni w kadrze coraz więcej! Obudź się, wyjdź z kina i coś z tym zrób!”. Czy widz tak robi rzeczywiście? Ciężko orzec. Dlatego Grupa Budapeszt postanowiła podzielić się wzorem na prawdopodobieństwo zmiany wywołanej przez dzieło kina statystycznego. Pisaliśmy tutaj wielokrotnie o montażu i cięciu. Tym razem wznieśmy się na poziom meta. Nie będziemy już widzieć poszczególnych kadrów i ilościowych dystynkcji pomiędzy nimi. Nie będzie nas zajmował wzrost powierzchni zacienionej w obrębie kadru do tej poza nim ani to, jak te dwie wartości odnoszą się do elementarnego równania cienia. Kino to maszyna społeczna. Montaż ma na celu wywarcie wpływu na widza. Nie przeceniamy skuteczności sztuki i zdajemy sobie sprawę, że na każdego działa trochę inaczej. Przełożenie na stosunki matematyczne umożliwia jedynie wyobrażenie sobie statystycznej szansy zaistnienia realnej zmiany w danej próbie potencjalnych widzów. Skoro probabilistyka jest podstawą statystyki, siłą rzeczy również nasza reprezentacja powinna należeć do tego działu matematyki. Po pierwsze należy wyodrębnić przestrzeń probabilistyczną. Dla nas będzie ona określona przez:

  • ustalenie niepustego zbioru Ω, zwanego przestrzenią zdarzeń elementarnych – w naszym przypadku film statystyczny;
  • określenie na nim σ-ciała F, zwanego przestrzenią zdarzeń losowych ciało widza; 
  • określenie na F unormowanej miary P  – miary probabilistycznej (prawdopodobieństwa) – liczba impulsów odpowiadających za ewentualną zmianę postaw.

Trójka (Ω, F, P) to przestrzeń probabilistyczna, która w naszym przypadku będzie określona ścianami kina lub galerii. To trójwymiarowa przestrzeń, w której mogą zajść przemiany przekraczające jej granice. To również przestrzeń, w której graf styczności poddawany jest ciągłemu migotaniu, aż do czasowego znikania w czasowych ekwilibriach, kiedy gęstość cieni w kadrze odpowiada dokładnie ilości materii je rzucających.

Tutaj kino statystyczne i jego teoria przecina się z teorią trzeciego zdjęcia, która pozwala na multiplikowanie konfundujących momentów z dowolnym zestawem dwóch zdjęć i trzeciego – burzyciela porządków, ale również tego, który przynosi zmiany. Teoria ma szereg elementów. Jeden z nich dotyczy wielkości zdjęć i ich wzajemnych stosunków. Na pytanie, czy większe zdjęcie jest lepsze, jedyną poważną odpowiedzią jest: „To zależy” (w oczywisty sposób od wielu czynników). Jedną z metod obliczania skuteczności trzeciego zdjęcia może być wyobrażenie stosunków między trzema zdjęciami jako stosunków wymiarów poszczególnych boków każdego ze zdjęć (oczywiście zdjęcie o kształcie tonda sprawiałoby problem). Otrzymujemy w ramach tej metody dość skomplikowany zapis: a1 : b1 x a2 : b2 x a3 : b3. Podstawmy pod to jakieś wartości i zobaczmy, co nam z tego wyjdzie. 4 : 3 x 16 : 9 x 4 : 4. 1,3 cm x 1,8 cm x 1 cm = 2,34 cm³. Gdzie szukać tej wartości, patrząc na zdjęcia? Jest to przestrzeń, która na trygonometrycznym wykresie o osiach x, y i z (lub Ω, F, P) wychodzi poza przestrzeń wyznaczoną przez usytuowanie każdego zdjęcia na odpowiadającej mu osi i przeskalowanie do wspólnej skali. 2,34 cm³ to resztka, która jest odpowiedzialna za ciągłą cyrkulację znaczeń. Pozornie możemy ją zlokalizować na jednym ze zdjęć. Przyjmijmy na chwilę, że jest to głośnik z jednego ze zdjęć pokazanych i opisanych w poprzednich odcinkach (w tym przypadku to zdjęcie funkcjonowałoby jako trzecie). Uważny widz zauważy, że nawet usunięcie tego fragmentu nie zatrzymuje ruchu, który powodowany jest nie przez jakiś element jednego ze zdjęć, ale przez triangularny układ, który generuje dodanie trzeciego zdjęcia do dwóch danych uprzednio zdjęć. Wykadrowanie głośnika po prostu zmienia jedynie relacje, a nie usuwa zasady.

Triangulacja montażu trzeciego zdjęcia prowadzi do wyodrębnienia współczynnika odpowiadającego za obszar cyrkulacji znaczeń w ramach powierzchni trzech zdjęć – trzech wymiarów (W). Eksperyment wytworzenia przestrzeni probabilistycznej wokół idei kina statystycznego pozwala natomiast na nadanie współczynnikowi M wartości określającej możliwość zmiany. Okazuje się, że wzór wyodrębniony uprzednio pozwala na uzgodnienie tych dwóch obszarów badawczych w nadrzędnym równaniu: M ≡ W.