Bezkarnie

Z Waldemarem Rapiorem, pomysłodawcą i redaktorem książki Bezkarnie. Etyka w teatrze o toczącej się we współczesnym teatrze polskim debacie o etyce, rozmawia Bogna Świątkowska

Po co ta książka i dlaczego teraz?

Celem książki jest ułatwienie czytelnikowi włączenia się w niektóre z aktualnie toczonych debat na temat teatru i jego etyki. Zależało nam, aby dotrzeć także do czytelnika nieakademickiego, tzw. zwykłego widza. Adam Ziajski, szef Sceny Roboczej, postawił mi jeden warunek, gdy rozmawialiśmy ojej kształcie: „Chciałbym, aby moja mama mogła zrozumieć tę książkę”. Takie postawienie sprawy bardzo mi odpowiada, ponieważ od zawsze dążę, zwłaszcza w badaniach publiczności teatralnej, do tego, aby przybliżyć teatr tzw. zwykłemu widzowi. Łatwo sobie wyobrazić, że wiele osób może być zdezorientowanych, gdy słyszy newsy o łamaniu norm obyczajowych w teatrze, aktorkach porno na scenie bądź o spektaklu, w którym aktor podtapia chomiki na scenie. Teatr przecież to kultura„wysoka”, a w Polsce uznany jest za ważną część kultury narodowej. Widz może zadać pytanie: o co tu chodzi? Książka ma mu pomóc w odpowiedzi na to pytanie. Wydaje mi się, że dziś nie umiemy rozmawiać o moralności, tak w życiu osobistym, jak i publicznym, choć moralność to sfera, na której ludziom szczególnie zależy. Znakomita większość ludzi uważa, że są od innych bardziej moralni, dobrzy dla innych, uczciwi. Psychologowie zidentyfikowali efekt nazwany„lepszy od przeciętnego” – ludzie przypisują sobie większą zdolność do czynienia dobra niż inni. Moralność jest dla nas ważna, ale mało kto zna mechanizmy społeczne czy psychologiczne, które wpływają na podejmowanie decyzji moralnych. Moralność kojarzy mi się z moralizatorstwem, z księdzem na ambonie albo z zapachem stęchlizny. Rozpoczynając projekt finansowany przez Narodowe Centrum Nauki Moralność milcząca 1 w 2016 roku, którego kontynuacją jest niejako książka Bezkarnie, czułem opór w sobie, aby mówić wprost o tym, czym się zajmuję. Dawałem zwykle wstęp, zanim słowo „moralność” padło. Mówiłem o osiągnięciach neuronauki i etologii w badaniu moralności. Był to dla mnie parasol ochronny, aby nie być oskarżonym o wstecznictwo. Badania neuronalnych korelatów moralności można krytykować, bo są w większości przypadków nieuprawnionym wnioskowaniem, ale za to wydają się bardzo atrakcyjne. Wrzucamy ludzi do skanera, dajemy pewną sytuację obrazkową, zaświeca się na monitorze przednia część obręczy i mówimy – to jest ośrodek moralności. Etolodzy natomiast dają dowody na moralne zachowania zwierząt. Dowody te są często przedstawiane w postaci zabawnych fragmentów wideo, na których kapucynka czuje niesprawiedliwość, gdyż kapucynka z klatki obok otrzymała za zrealizowanie zadania winogrono, a ona tylko kawałek ogórka. Książka Bezkarnie jest w jakimś sensie próbą zwrócenia uwagi, że etyka i moralność są – nie tylko dla artystów – ważne. Warto o teatrze zacząć rozmawiać w kategoriach etycznych, bo one są szersze i paradoksalnie bardziej elastyczne od pojęć politycznych. Dylematy moralne działają na wyobraźnię. Są też niejednoznaczne, co powoduje, że przy rozmowie o nich trzeba spojrzeć z kilku perspektyw, żadnej z góry nie wykluczać, nawet jeśli wydaje się nam ona absurdalna albo wstrętna.

Czy obrażone uczucia są etyczną granicą sztuki?

Obraza jest czymś innym niż wstręt. Badania psychologów ewolucyjnych i poznawczych wskazują, że zdolność do odczuwania wstrętu przez ludzi była zalążkiem wytworzenia reguł moralnych. Jonathan Haidt przedstawiał badanym słynne widżety: samochód śmiertelnie potrącił ukochanego psa sąsiada, ten wziął go i zjadł; mężczyzna kupuje w sklepie mięsnym martwego kurczaka i w domu uprawia z nim seks; brat i siostra ze Stanów uprawiają seks na wakacjach w Europie, zbliża ich to do siebie, ale postanawiają, że tego więcej nie zrobią. Większość ludzi wzdrygało się, czytając te historyjki, czuli wstręt, choć z racjonalnego punktu widzenia czynności w nich przedstawione są pożyteczne (w domyśle moralne): sąsiad nie marnuje jedzenia; mężczyzna nie czyni nikomu krzywdy, gdy uprawia seks u siebie w domu z martwym kurczakiem; rodzeństwo po jednorazowym seksie na wakacjach ma ze sobą świetne relacje. Według Haidta wstręt jest podstawą moralności. Od końca lat 90. XX wieku badacze moralności i etycy zachłysnęli się badaniem emocji i intuicji moralnych. Dziś nie przeciwstawia się emocji rozumowi i odwrotnie, ale wskazuje społeczne i kulturowe podstawy emocji także w kognitywistce, w której coraz większą rolę pełnią teorie ucieleśnionego umysłu. Co więc z obrazą? We wszystkie przypadki obrażania się, pisał J.M. Coetzee, „wpisane jest przeczucie, iż władza, którą posiadamy, zostanie nam zagrabiona”. Obrażona osoba nie ulega wahaniom, ale zarazem nie jest pewna własnych racji. Ta sytuacja prowadzi do aktów uciszania i cenzurowania. Obrażony ma pewność, nie potrzebuje argumentów, aby swą obrazę uzasadnić. Słabość obrażonego polega na tym, że on/ona nie może sobie pozwolić na wątpliwości. Duża nerwowość polega na zakosztowaniu bezsilności wynikającej z pewności, która nie ma podstaw poza byciem obrażonym. Pojawia się pytanie: czy oglądając Klątwę w reżyserii Olivera Frljića, czujemy obrazę czy wstręt, czy to i to? Ja czułem wstręt, ale nie obrazę. Ale, jak pyta Krystyna Duniec, „czy i kiedy odsłanianie przez teatr mechanizmów okrucieństwa i przemocy, budzenie uczucia wstrętu i obrzydzenia u widzów w celu walki ze społecznym złem, jest nadużyciem?”. Jolanta Janiczak mówi w książce, że „treść dzieła nie może być odbierana i analizowana w kontekście obrażonych uczuć”. Nie może, ponieważ obrażony nie będzie analizował treści ani środków artystycznych – nie może sobie na to pozwolić, ponieważ on/ona jest pewny/pewna swego. Janiczak, powiedziawszy to zdanie, w kolejnych wypowiedziach problematyzuje je. Z jednej strony, aby pokazać wyraziście braki moralnego porządku, trzeba ten porządek naruszyć, z drugiej, czy – jak w pracy 80064 Artura Żmijewskiego, w której artysta zmusił Józefa Tarnawę do odnowienia na własnej skórze numeru obozowego z Auschwitz – wystarczającym uzasadnieniem nadużyć etycznych w sztuce jest chęć lub rzeczywiste pokazanie mechanizmów wytwarzania zła?

Czy artysta w imię wolności sztuki jako eksplorator sytuacji granicznych może dopuszczać się czynów etycznie wątpliwych? Na scenie, w sztuce i w życiu?

Jest taka zabawna kreskówka Toma Gaulda, która pojawiła się w „Gaurdianie” na stronie, na której czytelnicy debatowali o wpływie rewelacji biograficznych artystów na odbiór ich sztuki. Ma ona osiem ramek. Pierwsza ma podpis: „Ciężki dzień Erica Gilla”; druga: „Typografia” i pokazuje postać Erica Gilla, artystę majstrujące przy czcionkach; czwarta: „Rzeźbienie” i przedstawia, jak artysta wali młotem; piąta: „Przerwa na herbatę” – artysta trzyma w dłoni kubek; siódma: „Rysunek” – artysta trzyma w ręce ołówek. Co z ramką numer trzy, sześć i osiem? Są to białe kwadraty z karteczką„Ocenzurowano”. Musisz sobie wyobrazić, co robi nasz artysta w czasie wolnym od pracy, choć – jak przypomina Rachel Cooke – najlepiej tego nie robić, biorąc pod uwagę, że Gill miał kazirodczy związek z siostrą, wykorzystywał swoje dwie najstarsze córki i eksperymentował seksualnie z psem. Czy artysta powinien być spójny w tym, co robi zawodowo i w życiu prywatnym. Są ludzie, dla których życie zawodowe i prywatne jest nierozerwalne. Podziwiamy obrazy Gauguina, ale czy jego życie rodzinne stawilibyśmy za wzór do naśladowania dla naszych dzieci? Gauguin znęcał się nad żoną i gdy ta wyrzuciła go z domu, osiedlił się na Tahiti, gdzie rozkoszował się życiem erotycznym. Jeśli Gauguin poniósłby porażkę jako malarz, uznalibyśmy szybko, że był złym człowiekiem i nie rozmawialibyśmy o nim. To, czy dany czyn zostanie potępiony czy nie, zależy w dużej mierze od przypadku, od łutu szczęścia. Pojawia się dylemat: czy można nienawidzić artysty, a kochać jego sztukę? Osobiście wolę rozpoznać teren, wysłuchać argumentów różnych ludzi i zastanowić się, na jakich podstawach wypowiadają swoje sądy, jakie ukryte założenia kryją się w tym, co mówią. Ludzie często się kłócą, ale w sporze się nie spotykają, ponieważ kłócą się o to samo, ale każdy z nich mówi o czymś innym.

Czy teatr jest wydolnym narzędziem badań społecznych? Bo chyba taką pozycję chciałby przyjąć.

Wielu współczesnych twórców teatru praktykuje teatr jako miejsce krytycznej analizy życia społecznego. Podejmują oni zagadnienia, które są obłożone społecznym tabu, próbują za pomocą sztuki teatralnej zainicjować debatę publiczną. Trzeba pamiętać, że teatr nie ma dziś takiej siły oddziaływania, jaką dysponował w XIX wieku, gdy był rzeczywiście sztuką masową, dla każdego– na parterze i w lożach zasiadywali bogacze, a na górze, na balkonie biedacy. Naukowcy społeczni też borykają się z problemem oddziaływania, najgorzej jak socjolog mówi do socjologa, ekonomista do ekonomisty itd. Teatr w przeciwieństwie do nauki, która operuje głównie tekstem i słowem mówionym, może testować i ucieleśniać wzory zachowań, które jeszcze nie obowiązują, ale już są do pomyślenia. W węższym sensie teatr może stać się narzędziem badawczym. W ramach socjologicznego projektu Moralność milcząca (realizowanego przy wsparciu Narodowego Centrum Nauki) zainicjowałem współpracę między mną – naukowcem, a artystami: Wojtkiem Ziemilskim, który zaprosił do projektu Wojtka Pustołę, Seana Palmera i Ulę Hajdukiewicz. Wspólnie skonstruowaliśmy spektakl teatralny – Sean powie parę słów o sobie, czyli sytuację badawczą, która pozwoliła mi (a także samym widzom) obserwować pewne mechanizmy uruchamiane podczas grupowego podejmowania decyzji moralnych. W lutym tego roku w Instytucie Teatralnym, który wsparł projekt, pokazaliśmy spektakl sześćdziesięciorgu badanym (osoby te tworzyły próbę badawczą),a następnie szerszej publiczności. W tej chwili analizuję nagrania wideo spektaklu. Dla mnie, socjologa, sprawa nie zakończyła się bowiem w momencie premiery spektaklu. Dopiero po procesie wnioskowania będę mógł powiedzieć, czy projekt się udał. Wy-daje mi się jednak, że w tym wąskim sensie – pod warunkiem, że wszyscy pracujący ze sobą będą wobec siebie życzliwi – teatr144 rapior może stać się narzędziem badań społecznych.

Skąd ten pomysł, że teatr ma być w sferze etyki nauczycielem i wzorcem?

Nie wiem, czy teatr jest nauczycielem bądź wzorcem w sferze etycznej. Etyka pyta, co sprawia, że pewne czyny są dobre, sprawiedliwe albo chwalebne, a inne złe albo podłe. Skąd wiemy, że jakiś czyn był dobry albo zły? Uczymy się tego, żyjąc wśród ludzi, a jakby powiedział św. Franciszek, także ptaków, zwierząt, drzew i kwiatów. My, ludzie, możemy pytać samych siebie, jaką wartość poznawczą mają sądy moralne. Jak uzasadniamy te sądy? Zwróciłem się do Wojtka Ziemilskiego – reżysera teatralnego – z pro-pozycją współpracy przy projekcie Moralność milcząca, ponieważ sądzę, że Wojtek dysponuje środkami, które pozwalają skonstruować dylemat moralny niejako w akcji, w działaniu, a nie jak w wielu badaniach – w postaci historyjki tekstowej lub animacji wirtualnej, oglądanej na monitorze. Ucieleśniając różne wzorce sytuacyjne, teatr może je testować in situ – przestają one być abstrakcją, argumentami do rozważenia, ale stają się symulacją rzeczywistości. Leszek Kołakowski napisał kiedyś artykuł Etyka bez kodeksu. Filozof pisał w nim o „kodeksowej postawie moralnej”, która zaślepia ludzi w obliczu sytuacji konfliktowej i „uspokaja bezmyślną nadzieją na integralną świętość w nieświętych warunkach życia”. Decyzje, które podejmujemy, nie mogą być z góry podjęte przez ogólny system ocen i norm. Nie oznacza to, że jesteśmy w ciągłym stanie niepewności i po omacku niejako decydujemy się na jakiś wybór w sytuacji dylematu moralnego. Możemy ćwiczyć się w podejmowaniu decyzji moralnych. Dlaczego nie trenować moralności? Przecież zachęca się nas do treningu ciała, ćwiczenia duszy i rozciągania mózgu. Teatr może tworzyć fikcyjną sytuację, która postawi nas, widzów i uczestników, w sytuacji, w której musimy wybrać. Jeśli teatr miałby być nauczycielem, to jego rolą powinno być wychowanie do odpowiedzialności oraz trening pewnego niepokoju, który jest konieczny do tego, aby kierować się etyką.

Czy usprawiedliwia to klimat społeczny?

Zajmowanie się etyką i moralnością nie jest zarezerwowane dla określonych partii, klas albo grup społecznych. Książka Bezkarnie nie jest strategią przejmowania tematu, który potocznie kojarzony jest z konserwatyzmem. Ewelina Marciniak nazywa to, co dzieje się dziś w świecie teatru, „degrengoladą”. Ma namyśli zarówno działania rządu, jak i środowisko teatralne. Ewelina wierzy, że jako środowisko ludzie teatru są w stanie się ze sobą spotkać. Bo właśnie w braku zrozumienia siebie nawzajem i w braku wspólnotowości widzi ona największe zagrożenie dla teatru. Ale czy jej wiara pozostanie w sferze marzeń, zależy tylko od ludzi tworzących to środowisko.

Bezkarnie. Etykieta w teatrze, zbiór tekstów pod red. Waldemara Rapiora, wydawca: Scena Robocza

1 Projekt realizowany w ramach grantu Narodowego Centrum Nauki (2015/19/N/HS6/01682).

Waldemar Rapior

doktor, socjolog i kulturoznawca. Aktualnie realizuje projekt naukowy finansowany przez Narodowe Centrum Nauki Moralność milcząca: badanie głęboko zakorzenionych w sposobie doświadczenia świata elementów tła moralnego, którego podsumowanie w formie publikacji planowane jest na rok 2020.