Gospodarz terenu Krzysztof S. zostaje zatrzymany pod zarzutem podpaleń altan działkowych i kradzieży

Wzloty i upadki początkującej działkowiczki
AGNIESZKA KOWALSKA

Skład: Aleksandra Jasionowska

Gospodarz terenu Krzysztof S. zostaje zatrzymany pod zarzutem podpaleń altan działkowych i kradzieży. Początkowo nie przyznaje się do winy, ale po chwili załamuje się i z płaczem wyznaje, że przez alkohol niewiele z tego pamięta. Policja rozpoczyna śledztwo.
Rzeczywiście, zgłoszonych podpaleń tej wiosny i lata jest kilkanaście. Ale było ich więcej. Wielu działkowców boi się dzwonić na policję. To duży teren, sytuacja szybko może się powtórzyć. Wywożą więc zgliszcza, stawiają nowy domek. Może tym razem z blachy, żeby nie opłacało się podpalać?
Na ogół altany płoną ok. godz. 4, 5 nad ranem. Wtedy prawie nikogo nie ma ani na działkach, ani na balkonach okolicznych bloków. Bramy ogrodów są zamknięte. Hulaj dusza!
Rano działkowcy liczą straty: temu ukradli kran, komuś innemu wycięli dziurę w siatce i wykopali trzy tuje, ktoś nie ma połowy peonii, ktoś inny cukinii, tu brakuje kosiarki, a tam – węża ogrodowego. Wszystko da się sprzedać, spieniężyć, a słabo zabezpieczone altany są łatwym celem.
Teren działek jest ogromny, nie do upilnowania. Ale też gospodarze terenu, czyli ci, którzy powinni tu nocować i mieć na wszystko oko, biorą czynny udział w przestępczym procederze.
Wiedzą to dobrze Ukraińcy, którzy opiekują się kilkoma działkami i próbują tu uczciwie zarobić, pomagając w drobnych pracach budowlanych i ogrodniczych. To od nich słyszymy o eksperymentach działkowców, którzy znaczą swoje krany, żeby przekonać się, czy gospodarz przyjdzie następnego dnia i za pieniądze zaproponuje im montaż tego samego. Podobnie jest z płonącymi altankami. Kto ma w tym interes? Głównie gospodarze terenu, którzy za chwilę będą mieli robotę.
Dlatego Ukraińcy są tu niszczeni, bo nie współpracują. Nie zapijają się na umór, są solidni, pracowici, więc zarabiają. Mafii się to nie podoba.
Co na to zarządy działek? U nas jest takich małych zarządów aż pięć. Gospodarze terenu raczej ze sobą konkurują, jak organizacje przestępcze walczące o zyski z terenu. A prezesi często widywani są na wspólnych libacjach z gospodarzami, których zatrudniają. Działkowcy są sfrustrowani: czy na to idą nasze pieniądze, opłacamy dozorców, którzy nas okradają? To starsi ludzie, czują się zastraszeni – doniosę wyżej, coś może mi się stać. Sąsiedzi mówią: „Poprzedni prezes był taki sobie, pił [nie mają złudzeń, że będzie abstynentem], ale nie aż tyle!”
Nawet ci, którzy wychowali się na Grochowie (który jak wiadomo co rano budzi się z przepicia) takiego patoalkoholizmu jak tu, na działkach, nigdy w życiu nie widzieli. Rodzą się i wychowują w tym dzieci, ucząc się tej przestępczej gry od małego. Poprawczak i więzienie wysysają z rozrzedzonym alkoholem mlekiem matki.
Tymczasowym gospodarzem terenu po aresztowaniu Krzysztofa S. zostaje jego brat, który właśnie wyszedł z więzienia. Działkowcy mają swoją teorię, że za wszystkim stoi żona Krzysztofa – Mariola S., która pozbywając się męża przejęła kontrolę nad zasiłkami 500+ i terenem działek, z których może czerpać dodatkowe zyski.
Śledztwo trwa. Co wydarzy się w kolejnym odcinku „Gangów Grochowa”? Przekonamy się już wkrótce.

 

Fot. Agnieszka Kowalska

DO ZROBIENIA TERAZ

  • Przeglądamy zapiski z ostatniego sezonu: co sadziliśmy, kiedy, co się udało, a jakie popełniliśmy błędy. Ja robiłam to w „Sezonowniku” – praktycznym kalendarzu z gumką, który pomieści etykiety roślin, „wydzierki” z „Działkowca”. Będzie mi służył przez kolejne lata, jako ogrodniczy notatnik.
  • Dobrze jest pooglądać zdjęcia, jakie robiliśmy w ogrodzie, bo trudno zapamiętać, jak zmieniał się tydzień po tygodniu. Pomoże nam to zapełnić w nim „luki”. Moją czujność uśpiło morze peonii w maju i czerwcu, po których nastąpiła dotkliwa pustka w kolejnych tygodniach.
  • Dokarmiamy ptaki w ogrodzie, sprawdzamy altany, czy nikt się nie włamał, spacerujemy. Zimą ogród też jest piękny. Zwłaszcza w mieście, gdzie sól sypana jest tonami, a na działkach jest śnieżnobiało.
  • Przerzucamy swoją ogrodniczą energię na rośliny domowe.

Fot. Agnieszka Kowalska

ROŚLINA MIESIĄCA

Świerk
Ten na mojej działce jest wyjątkowo kształtny. Gdyby rósł w przydomowym ogrodzie, zawiesiłabym na nim bombki i lampki. Na działce nie ma to sensu. Ale zainspirował mnie. Odkryłam podobny u mnie na podwórku i namówiłam sąsiadów, żebyśmy go w tym roku wspólnie udekorowali.

 

Fot. Agnieszka Kowalska

LEKTURA MIESIĄCA

Radosław Berendt, Łukasz Marcinkowski O roślinach
Książka, która pozwoli nam przetrwać zimowe miesiące. Słynny duet florystów, twórcy poznańskiej kwiaciarni Kwiaty&MIUT, tym razem pomagają nam pielęgnować rośliny domowe (ich poprzedni album koncentrował się na kwiatach). Opisują ok. 50 gatunków roślin doniczkowych, radzą, jak je podlewać, nawozić, jakie stanowisko dla nich wybrać. Mamy też w książce mapę polskich oranżerii i eseje o roślinach w sztuce, ich wpływie na nasze zdrowie i samopoczucie. Moje mieszkanie, ponieważ mam okna na południe, już zaczyna przypominać małą oranżerię. Na samopoczucie nie narzekam.

 

Fot. Agnieszka Kowalska

RZECZ MIESIĄCA

Doniczka
Zawsze gromadzę je na zapas. Mam swoje ulubione, ciemnoszare, surowe, terakotowe, ale kupuję też dużo osłonek na doniczki u przyjaciół, handlujących przedmiotami retro. Na ogół w prezencie daję znajomym szczepki roślin w malutkich kubkach, filiżankach, miseczkach, poluję też więc na nie, nawet takie uszczerbione, bez ucha, pęknięte. I tak trzeba potem rośliny przesadzić do większych doniczek. Chodzi o to, żeby prezent miał swój unikatowy charakter.

Agnieszka Kowalska

dziennikarka kulturalna, 15 lat w „Gazecie Wyborczej”. Współautorka przewodników Zrób to w Warszawie! i bazaru ZOO Market. Autorka albumu Warszawa. Warsaw i serwisu Warszawawarsaw.com, a także książeczki Hej, Szprotka!