Na naszych działkach stanęła plenerowa siłownia

Wzloty i upadki początkującej działkowiczki
AGNIESZKA KOWALSKA

Fot. Agnieszka Kowalska

Na naszych działkach stanęła plenerowa siłownia. Oho! – pomyślałam – zaczyna się rewitalizacja! Dwa tygodnie wcześniej ogrody zwiedzał burmistrz dzielnicy, będą zmiany. 

Niesamowite, co nam zrobiono z głowami w ostatnich latach w Polsce, skoro boimy się takich zmian jak ognia. Widzieliśmy to nie raz: jest kasa, którą trzeba wydać, to zabetonujmy wszystko nowiutką kostką bauma, ustawmy donice z roślinami, kilka ławek, zagrodę z placem zabaw dla dzieci, drugą z siłownią, no i może zostanie jeszcze parę złotych na fontannę. Rewitalizacja odhaczona. 

Dlatego jak stara zrzęda pukałam się w głowę, mijając nową siłownię: phi, kto tu będzie ćwiczył, skoro działkowcy mają codziennie fitness we własnych ogródkach, a mieszkańcy bogatą infrastrukturę sportową w dwóch sąsiednich parkach?! Okazało się, że mentalnie jestem starsza od moich stuletnich działkowych sąsiadów, bo już następnego dnia pojawili się pierwsi ćwiczący. I to właśnie seniorzy.

Dobrze, że codziennie mam te 10 minut spaceru przez działki do swojego ogródka, mogę przez ten czas przemyśleć wiele spraw. Ptaki śpiewają, mózg się dotlenia, lepiej się myśli. 

Przez te półtora roku wiele tu widziałam: kradzieże, podpalenia, libacje, zgony z przepicia, aresztowania, nielegalne noclegownie. Działki są trochę takim miastem w mieście, wyjętym spod prawa, a raczej rządzącym się własnymi prawami, ustanawianymi przez skostniałe struktury zarządów. Młodzi się do nich nie garną i trudno się dziwić – tu potrzebna jest rewolucja, której 80 procent starych działkowców nie chce.

Wiem jedno: im więcej „normalnych” ludzi będzie tu spacerować z psami, spędzać czas, bawić się z dziećmi i jeździć na rowerach, tym będzie bezpieczniej. Przydałyby się kamery monitoringu (między innymi o tym burmistrz rozmawiał z zarządami ogrodów) i więcej światła, bo policyjne patrole nie czują się tu pewnie po zmierzchu. Brakuje toalet i koszy na śmieci, bo nie ma ich kto opróżniać. Wypadałoby zlikwidować dziesiątki tablic reklamowych, które stoją na terenie ogrodu i szpecą okolicę. Nie bałabym się też nowych przestrzeni publicznych. Trzeba to tylko zrobić z głową. Nie powielać tego, co mamy w sąsiednich parkach i na osiedlach. 

Ja mam swój pomysł. Jest u nas spory pas nieużytków od strony hałaśliwej ulicy. Teren ten położony jest dokładnie vis à vis pięknych parków: Skaryszewskiego i Kamionkowskich Błoni Elekcyjnych. W weekendy (i nie tylko) ruch jest tutaj jak przy Łazienkach: spacerowicze, biegacze, rowerzyści, skejci, psiarze. Aż się prosi, żeby zajrzeć na działki. Stworzyłabym tu ogródki społecznościowe. Kogo nie stać na własną działkę, mógłby tu mieć za parę złotych swój kawałek poletka, na którym uprawiałby warzywa i sadził kwiaty. Takie ogrody nie sprawdzają się w centrum miasta, bo nie ma tam społeczności lokalnej, sąsiadów, którzy dbaliby o grządki. Tu wokoło jest sporo wysokich bloków, których mieszkańcy na pewno marzą o własnym ogródku. Obok można by stworzyć zagrody dla kóz i kur, otworzyć kawiarenkę. Hitem byłaby z pewnością giełda ogrodnicza. Takie miejsce dałoby też pracę działkowcom-emerytom. Mogliby prowadzić warsztaty ogrodnicze, sprzedawać sadzonki z własnych działek, piec ciasta i gotować zupy z owoców i warzyw zebranych tuż obok. 

Możecie ten pomysł kraść – byłabym bardzo szczęśliwa, gdyby udało się go gdzieś w Polsce zrealizować.

Fot. Agnieszka Kowalska

DO ZROBIENIA TERAZ

  • przycinamy jabłoń
  • po raz ostatni przed przymrozkami skopujemy ziemię w warzywniku, możemy dodać warstwę kompostu
  • budujemy karmniki dla ptaków 
  • kopczykujemy róże, rododendrony i inne delikatne rośliny, możemy obsypać je korą albo keramzytem i dodatkowo osłonić kapturkami z zimowej agrowłókniny
  • przekopujemy kompost, niech pooddycha i zamieni się do wiosny w najlepszą ziemię
  • czyścimy narzędzia, żeby nie pordzewiały przez zimę

 

Fot. Agnieszka Kowalska

ROŚLINA MIESIĄCA

Astry, zwane też marcinkami
Kwitną pięknie aż do przymrozków, w bieli oraz różnych odcieniach różu i fioletu. Zachęcają, by mimo chłodniejszych dni wciąż przebywać w ogrodzie. A ile na nich motyli, pszczół i innych owadów! Do samego końca. 

 

Fot. Agnieszka Kowalska

OGRÓD W SIECI

Zielone Pogotowie
Grzegorz Majda z Bydgoszczy od niemal 40 lat zajmuje się ogrodami, to jego prawdziwa pasja. Widać to w filmikach, które kręci wraz z córką Michaliną. Radzi w nich, jak przycinać róże, rozsadzać hortensje, sadzić truskawki. Filmy są zwarte, krótkie, na temat, pełne ciepła i humoru. Dla mnie idealne. Zielone Pogotowie uratowało mnie w wielu trudnych działkowych sytuacjach. Znajdziecie je na Facebooku i Youtube. 

 

Fot. Agnieszka Kowalska

LEKTURA MIESIĄCA

Adam Słodowy, Lubię majsterkować,
Wydawnictwa Naukowo-Techniczne, 1974
Na działce coraz bardziej wkręcam się w majsterkowanie, więc to musiało się zdarzyć. Wracam do Adama Słodowego, autora kultowego cyklu programów telewizyjnych Zrób to sam. O jego popularności niech świadczy fakt, że ta książka, którą upolowałam właśnie w Antykwariacie Grochowskim, od 1974 roku sprzedała się w 150 tysiącach egzemplarzy. Z moim przyjacielem artystą Pawłem Ryżko i dzieciakami zamierzamy budować w listopadzie karmniki i budki dla ptaków. Ptaki to wielcy sprzymierzeńcy działkowców – wyjadają szkodniki, będę więc je dopieszczać przez całą zimę. To dobry pretekst do przychodzenia tu często również po sezonie. 

 

Fot. Agnieszka Kowalska

RZECZ MIESIĄCA

Piła
Kupiłam sobie zgrabną składaną piłkę, z którą śmigam całą jesień, przycinając drzewa i krzewy. Nawet się cieszę, że nie mam elektrycznej, bo mogłabym pociąć zbyt dużo – a teraz rozważam każde cięcie. To sztuka, o której napisano już tomy. Mam nadzieję, że dobrze odrobiłam lekcję i moja stara jabłonka jeszcze kiedyś wyda pyszne, zdrowe owoce.

 

Agnieszka Kowalska

dziennikarka kulturalna, 15 lat w „Gazecie Wyborczej”. Współautorka przewodników Zrób to w Warszawie! i bazaru ZOO Market. Autorka albumu Warszawa. Warsaw i serwisu Warszawawarsaw.com, a także książeczki Hej, Szprotka!