Historia zaczyna się w grobie

Z Ewą Domańską o nekrowitalizmie i nekroprzemocy rozmawia Joanna
Glinkowska

Jae Rhim Lee,
inicjatorka projektu stworzenia stroju przyspieszającego rozkład ciała
po śmierci i założycielka firmy Coeio

W swoich badaniach czerpie pani z dziedzin wykraczających daleko poza humanistykę, takich jak kryminologia, geologia czy nauki przyrodnicze. Pokazuje pani, że wskutek zmian paradygmatów, na przykład zwrotu materialistycznego czy forensycznego, wiedza i narzędzia charakterystyczne dla nauk ścisłych wkraczają w obszar antropologii czy kulturoznawstwa. Jak takie powiązania zmieniają nasze myślenie o człowieku? Albo raczej: czy w ogóle je zmieniają, skoro nadal dominuje model kształcenia specjalistycznego, utrudniający interdyscyplinarną wymianę idei?

Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie monodyscyplinarności, a szczególnie badania przeszłości oraz zajmowania się nowymi tendencjami w historiografii bez perspektywy interdyscyplinarnej. Od początku pracowałam na styku różnych dziedzin, z których najbliższe były mi zawsze antropologia, archeologia, historia sztuki, filozofia i literaturoznawstwo. Oczywiście w latach 70. i 80. badanie takich awangardowych tendencji jak historia antropologiczna, mikrohistoria czy historia zwykłych ludzi, wymagające wiedzy antropologicznej i socjologicznej, wyglądało inaczej niż obecnie, kiedy pojawiają się takie nurty jak neurohistoria, nowa historia środowiskowa czy pisana w duchu posthumanistycznym historia zwierząt. Tu wchodzimy już na teren tak zwanej radykalnej interdyscyplinarności, wiążącej nauki humanistyczne i społeczne z biologią, etologią, geografią, geologią i kognitywistyką. Pyta pani, czy to, że nauki o życiu wkraczają na teren nauk humanistycznych – nie pierwszy raz zresztą, zmienia nasze myślenie o człowieku? Moim zdaniem zmienia je w sposób zasadniczy. Proces ten pozwala zneutralizować determinizm kulturowy i prowadzić badania w perspektywie komplementarnej. Ponownie zaczynamy widzieć człowieka także w kategoriach biologicznych – jako formę życia, którego istnienie kształtowane jest zarówno przez kulturę, jak i przez naturę. Zaczynamy postrzegać go w perspektywie bardzo długiego trwania czasu geologicznego – jako gatunek zamieszkujący Ziemię. Zmienia to także nasze rozumienie tożsamości i jednostkowości. Genetyka, protetyka i transplantologia (a zwłaszcza ksenotransplantacje), zdają się wskazywać, że człowieczeństwo jest kwestią stopnia. Na przykład człowiek z sercem świni (lub chociażby z zastawką serca pochodzącą od świni), w naszej kulturze, w której serce uważane jest za źródło i centrum uczuć, może być przez niektórych ludzi postrzegany jako nie-w-pelni-ludzki. Z kolei genetycy mogą się zastanawiać, ile procent genów ludzkich musi mieć człowiek, żeby być uważny za człowieka (przypomnijmy w tym miejscu, że 96% genów dzielimy z szympansami). Oscar Pistorius – niepełnosprawny sprinter biegający na protezach z włókna węglowego, uznawany za post-człowieka (posthuman). Dla biologów człowiek nigdy nie był jednostkowym, autonomicznym podmiotem: jesteśmy symbiotycznymi holobiontami. Zresztą fakt, że obecnie jesteśmy jedynymi z gatunku homo, nie znaczy, że będzie tak w przyszłości. Może bowiem, tak jak to było w odległej przeszłości, nastąpić dywersyfikacja gatunku.

Od kilku lat szczególnie dużo szumu wywołuje dyskusja na temat antropocenu i zwrotu geologicznego. Przypomniała ona, że ludzkość ma nie tylko swoje życie biologiczne, lecz także geologiczne. „Jesteśmy przyszłą skamieliną” – napisała ostatnio Kathryn Yusoff, bardzo ciekawa badaczka zajmująca się geografią. Ta„głęboka historia”, by użyć określenia Daniela L. Smaila, pokazuje więc, że ludźmi jesteśmy „tu i teraz”.

Należy jednak podkreślić, że procesy biologizacji, ekologizacji i geologizacji, które wprowadzają do humanistyki niezwykle ożywcze wątki i inny metajęzyk, tworzą w ramach jej dyscyplin nurty awangardowe, ale zasadniczo (przynajmniej na razie) nie zmieniają całości dziedziny.

The Infinity Burial Suit – pośmiertny strój z grzybami
pomagający w oczyszczeniu z toksyn i rozkładzie ciała

Czy może to być początek jakiegoś przełomu?

Sądzę, że jesteśmy świadkami kolejnej próby zbudowania integralnej i holistycznej wiedzy o świecie i człowieku w momencie, kiedy wydaje się ona szczególnie potrzebna w kontekście zjawisk kulturowych, społecznych i gospodarczych takich jak terroryzm, kolejne przypadki masowych mordów, postępująca bieda, globalny kapitalizm czy postsekularyzm, a także w obliczu postępu technologicznego, katastrof naturalnych, wymierania gatunków czy/i zmian klimatycznych. Zrozumienie tych procesów oraz radzenie sobie z nimi wymagają całościowego podejścia. Różne dyscypliny nauk o życiu uzupełniają i dopełniają humanistykę i odwrotnie. Istniejące subdyscypliny badawcze rozwijają się, a także powstają nowe dziedziny, których nazwy sugerują procesy łączenia dwóch „kultur”, na przykład: biosemiotyka, zoosemiotyka, antrozoologia, zooarcheologia, antropologia mikrobów, wspomniana wyżej neurohistoria czy neurohistoria sztuki. W tej ostatniej dziedzinie mamy już na polskim rynku książkę Łukasza Kędziory Wizualność dzieła sztuki. Ocena potencjału neuroestetyki w badaniach historyczno-artystycznych. Istnieje także tanatologia porównawcza, badająca między innymi podobieństwa w traktowaniu przez ludzkie i nieludzkie zwierzęta martwego ciała przedstawiciela swojej grupy.

Jeżeli chodzi o kształcenie interdyscyplinarne, to ważną rolę odgrywają zarówno programy studiów, jak i promotorzy prac magisterskich i doktorskich. W przypadku prac interdyscyplinarnych powinni oni nie tylko zachęcać, ale wręcz wymagać od studentów podjęcia nauki na drugim kierunku, albo chociażby zaliczenia wybranych kursów z danej dziedziny.

Jesienią ukaże się pani praca Nekros. Wprowadzenie do ontologii martwego ciała – książka co najmniej niewygodna, bo mówiąca o ludzkim ciele i szczątkach w sposób daleki od popularnego ujęcia, stwarzającego iluzję wyjątkowości śmierci człowieka na tle śmierci innych organizmów. Dlaczego coś tak naturalnego jak umieranie wciąż stanowi dla nas temat tabu?

Zadała mi pani pytanie, na które ludzie próbują odpowiedzieć od setek lat, tworząc koncepcje filozoficzne, literaturę, sztukę itd. Sądzę, że w dość satysfakcjonujący dla kultury europejskiej sposób pisze na ten temat na przykład Philippe Ariès w książce Człowiek i śmierć, Michel Vovelle w tekście Śmierć w cywilizacji Zachodu czy Louis-Vincent Thomas w znanej pracy Trup. Moja książka nie jest o umieraniu i śmierci; to książka o życiu. W perspektywie eko-nekro, którą tam proponuję, śmierć jest tylko formą życia. Interesuje mnie nie tyle umieranie, ile czerpanie życia z tego, co uważa się za martwe. Interesuje mnie nekrowitalizm.

To pojęcie brzmi jak oksymoron.

O tyle, o ile jesteśmy przyzwyczajeni do traktowania tego, co żywe, i tego, co martwe, w kategoriach opozycji binarnych. Ja zaś w Nekros próbuję przekroczyć tendualizm – podejmuję problem dyskryminacji śmierci i martwego ciała w kulturze zachodniej. Chodzi mi o to, że nadajemy szczególny przywilej żywym bytom, amarginalizujemy i wykluczamy te, które uważamy za nie-żywe lub martwe. Odwołując się z jednej strony do badań antropologów, z drugiej zaś do rozważań prowadzonych na ten temat w ramach różnych nauk, między innymi biologii i fizyki, staram się sproblematyzować tę dychotomię. Zagadnienie ambiwalentności tego, co martwe lub uważane za takie, widoczna jest nie tylko w dyskusjach akademickich, lecz także w kulturze popularnej. Wystarczy wspomnieć zainteresowanie tematem zombie, wampirów, robotów, zagadnieniami animacji rzeczy itd.

Kiedy w mediach i codziennych praktykach – a także w przemyśle pogrzebowym – króluje wizja wiecznej młodości, pani mówi o rozkładzie ciała i ludzkich szczątkach jako kompoście dla innych organizmów. Czy jesteśmy gotowi na tak radykalne przejście od wypierania śmierci do planowania własnych ekologicznych pogrzebów?

To kwestia indywidualnych decyzji i oczywiście możliwości ich egzekwowania. Jak wskazują badania Agnieszki Olchowskiej-Kotali, tworzenie ekocmentarzy aprobuje 57 procent badanych przez nią młodych Polaków. W Polsce takie cmentarze jeszcze nie istnieją. Prawo nie dopuszcza także chowania ciał poza cmentarzami ani rozsypywania prochów. Zwyczaje zmieniają się powoli i nie należy oczekiwać jakichś rewolucji w tym zakresie. Dopiero niedawno społeczeństwo i Kościół zaakceptowały kremację jako sposób pochówku. Jak pokazały badania, które prowadziłam w trakcie przygotowywania książki, wiele osób obchodzi prawo albo naraża się na zapłacenie kary i zgodnie z życzeniem bliskich rozsypuje ich prochy, czy nawet chowa urny w swoich ogródkach.

Tego dotyczą działania z pogranicza nauki i sztuki, jak na przykład prace opisywanej przez panią artystki Jae Rhim Lee, która od lat hoduje grzyby mające po jej śmierci przyspieszyć dekompozycję ciała.

Bioartowy projekt Lee zatytułowany The Infinity Burial Project (2011) wpisuje się w ekologiczne myślenie na temat sposobów postępowania z ciałem i miejscami pochówków. Za 1500 dolarów można już kupić rodzaj kombinezonu lub wykonany z organicznej bawełny całun zawierający zarodniki specjalnie hodowanych grzybów, które z jednej strony przyspieszają rozkład ciała, a z drugiej – jak głosi reklama –poprawiają jakość gleby. Całość ma również aspekt społeczny, bowiem zdaniem artystki zapowiada zwrot od kultury negującej śmierć i prezerwującej ciała po śmierci przez na przykład balsamowanie czy krionikę w stronę (Decompi) culture – kultury pogodzonej ze śmiercią i zainteresowanej szybką dekompozycją ciała.

Czy postrzega pani takie praktyki jako realną alternatywę?

Sądzę, że myślenie proekologiczne ma przyszłość. Sama, decydując o sposobie pochówku bliskich osób, prosiłam o sosnową trumnę – to miękkie, szybko rozkładające się drewno – i bawełniany całun. Ciało ubrane było wyłącznie w rzeczy wykonane z bawełny, a trumna nie miała okuć i nie była wyściełana sztucznymi tkaninami, zwłaszcza tiulem. I oczywiście żadnej tanatopraksji. Zachowanie to było dla mnie zupełnie naturalne i nie wzbudziło oporu ani nawet zdziwienia w rodzinie. Myślę, że ludzie po prostu nie są albo nie chcą być świadomi, jak wygląda życie ciała po śmierci. Gdyby wiedzieli, ile sprawczości ma w sobie ciało i jak ważnym elementem glebowego habitatu się staje, inaczej podchodziliby do sposobu pochówku.

Nadal jednak to strach i zaprzeczanie śmierci wydają się jednymi z głównychprzyczyn konserwowania martwego ciała, upiększania go, wypełniania chemikaliami i w końcu grzebania w szczelnie zamkniętych, ozdobnych trumnach. Większość z nas nie ma pojęcia, jak bardzo trujemy w ten sposób środowisko.

Od kiedy w trakcie badań terenowych dowiedziałam się, co się robi z ciałem i jakich środków się używa, żeby „ładnie” wyglądało, a zwłaszcza co się z nim dzieje w szczelnie zamkniętej trumnie, żadnemu zmarłemu nie życzyłabym takiego losu. Myślę, że lepiej by było, gdyby zamiast inwestować w tanatopraksję i drogie trumny z„bogatym” wyposażeniem, więcej czasu poświęcało się na pożegnanie ze zmarłym bliskim. Większość z nas nie zdaje sobie sprawy, że zazwyczaj mamy kilka spokojnych godzin na pożegnanie bliskiej osoby; że procesy rozkładu nie stają się widoczne i odczuwalne od razu. Zwłaszcza w miastach zanikły zwyczaje opieki nad ciałem przez najbliższych – jego mycie, ubieranie. Mimo całego tego biologicznego podejścia moją książkę przenika troska o ten aspekt naszych relacji z bliskimi; jest próbą podniesienia świadomości kondycji martwego ciała i zachętą do akceptacji tego, co się z nim dzieje. Trzeba pozwolić zmarłym umrzeć i zaakceptować ich zmienioną podmiotowość. Choć oczywiście z własnych doświadczeń wiem, jakie to jest trudne.

One Diamonds oferuje usługę stworzenia Diamentu Pamięci na bazie DNA
pochodzącego np. z kosmyka włosów czy szczypty prochów powstałych
w procesie kremacji. Fot. materiały One Diamonds

A co z szacunkiem dla martwego ciała? Jak tę kwestię ujmują dead body studies? Czy w ogóle podejmują zagadnienia etyczne?

Nie potrafię powiedzieć, jak dokładnie ta sprawa wygląda w poszczególnych nurtach badań martwego ciała, studia te są bowiem bardzo zróżnicowane i obejmują szerokie spektrum problematyki dotyczącej różnych dziedzin: od zagadnień związanych z praktykami balsamowania i tanatopraksji, poprzez różne rodzaje pochówków, wystawiania ciał czy szczątków w muzeach, eksperymentów medycznych, transplantologii, klonowania, nowych technologii prezerwacji martwego ciała (m.in. krionika czy plastynacja), kwestii postępowania z ciałami w kontekście katastrof naturalnych czy innych (jak lotnicze), wykorzystywania ciał i szczątków w edukacji albo do tworzenia dzieł sztuki itd.

Wcześniej czy później zawsze pojawia się jednak temat etyki, a także przeświadczeń i reguł religijnych. W świeckich państwach europejskich ponad etyką i religią stoją prawo i nauka. W imię prawa oraz nauki – i polityki – stale dochodzi do naruszania grobów albo innych form nekroprzemocy, by użyć określenia Jasona De Leóna. Jeżeli chodzi o moje podejście, to jest ono skrajnie etyczne: występuję w obronie przestrzegania szacunku do ciała i szczątków, nienaruszalności miejsc pochówku oraz prawa człowieka do dysponowania ciałem po śmierci.

Rozgrywki władzy często wkraczają na obszar „pośmiertny”. W jednym z tekstów opisuje pani takie działania pojęciem „polityka martwych ciał” –określa ono procesy związane z budowaniem narodowej ideologii i poczucia wspólnoty poprzez „zarządzanie” miejscem spoczynku ciał przodków-bohaterów. W tym kontekście opisuje pani niesamowitą historię szczątków Witkacego, które nie dość, że stały się elementem politycznych gier, to jeszcze były materialną częścią pracy artystycznej. Nie wystarcza nam już budowanie pomników?

Nie. Państwu narodowemu potrzebne są „trupy”, które wykorzystywane są dobudowania mitów fundacyjnych – przy czym każda władza wybiera swoje. Jak już dawno pisała Maria Janion, nacjonalizm jest w istocie nekronacjonalizmem. W odniesieniu do Polski Stanisław Rosiek trafnie pisze o cechującym nasz kraj „patriotyzmie cmentarnym”. Zresztą już mity greckie i rzymskie oraz historia starożytna pokazują, jak miasta i państwa tworzyły się wokół grobów bohaterów. Historia zaczyna się w grobie.

W Nekros będziemy mogli przeczytać także o diamentach tworzonych z prochów zmarłych. Temat ten podjęła pani już kilkanaście lat temu w tekście Diatanaty. Prochy, diamenty i metafizyka obecności. Znajdziemy tam wypowiedzi osób decydujących się na zamówienie diamentów z prochów bliskich, a także ludzi związanych z przemysłem funeralnym, którzy wykonują owe LifeGems. Zszokowało mnie, jaką wagę można przywiązywać do tego bądź co bądź komercyjnego tworu – jedna z pani rozmówczyń gotowa była kupić diament, mimo że oznaczało to konieczność zaciągnięcia pożyczki czy podjęcia dodatkowej pracy. To odsyła nas z powrotem do tematu etyki. Można się zastanawiać: czy produkcja LifeGems nie jest metodą zarabiania na cudzej śmierci?

Oczywiście, w tej praktyce jest element komercji, ale wystarczy porozmawiać z osobami, które decydują się na zrobienie diamentu z części prochów bliskich, by przekonać się, jak poważne i przekonujące argumenty skłoniły je do podjęcia takiej decyzji. Od antropologów nauczyłam się, by próbować przede wszystkim pojąć, jak myślą inni ludzie, i dlaczego myślą tak, a nie inaczej, a także, by powstrzymywać się przed ich osądzaniem. Tak, jak w przypadku obciętego po śmierci kosmyka włosów, działa tutaj magia organicznej, fizycznej obecności, a także potężny symbolizm połączony w apotropaicznym aspektem kryształu. W książce idę jednak jeszcze dalej, spekulując na temat tego, jak taki diament można uznać za formę życia i potraktować go jako argument w debacie na temat mineralnych początków życia. Kryształy żyją, można je hodować. Być może kryształy to przyszłość jakiejś formy homo.

A więc biojewellery, czyli tworzenie biżuterii z organicznych elementów ludzkiego ciała, jest nadal popularną alternatywą dla, z jednej strony, innych form utylizacji ludzkich pozostałości, z drugiej zaś – tradycyjnych amuletów italizmanów pośmiertnych, jak wspomniany pukiel włosów?

Tworzenie diamentów stanowi margines przemysłu pogrzebowego, ale jest coraz bardziej popularne – obok innych rodzajów nekro- czy biobiżuterii oraz memorial art, czyli malowania obrazów farbami zmieszanymi z prochami czy tworzenia ceramiki z gliny zawierającej prochy, a ostatnio memorial tatoo, czyli tatuowania przy użyciu farb lub atramentu z domieszką prochów zmarłych bliskich. To jednak nic nowego. Nie zapominajmy, że między innymi barok i czasy wiktoriańskie lubowały się w ornamentach i biżuterii robionych z wykorzystaniem ludzkich kości i włosów. Traktuję LifeGem i ogólnie nekrobiżuterię jako rodzaj współczesnych relikwii.

Zbigniew Libera, kadr z filmu Obrzędy intymne, 1984.
Dzięki uprzejmości galerii Raster

„Prochem jesteś, a w diament się obrócisz…”. Czy taka parafraza biblijnej sentencji może wskazywać na pewne odwrócenie ról natury i kultury? Bo przecież natura po naszej śmierci oddziałuje na zwłoki w sposób destrukcyjny, ale dzięki kulturze potrafimy ten proces zatrzymać, a nawet niejako odwrócić –zapewnić pewnej cząstce człowieka nieśmiertelność.

W istocie osoby, które decydują się na wykonanie Life Gem z prochów swoich bliskich, powinny pamiętać, że diamenty są niemal niezniszczalne i z pewnością ich przetrwają. Pewnie to dziwnie zabrzmi z ust historyka, którego identyfikuje się z rolą strażnika pamięci, ale nigdy nie rozumiałam ludzkiej fascynacji nieśmiertelnością –zwłaszcza teraz, w erze biopolityki, kiedy nieśmiertelność czy długowieczność mogą stać się przekleństwem. Są ludzie, którzy marzą o nieśmiertelności, inni zaś wprost przeciwnie – myślą o zapomnieniu, nicości i prawie do bezgrobia.

Co z innymi formami „utrwalenia” zmarłej osoby? Na przykład poprzez sztukę, jak w projekcie Les Archives du Cœur Christiana Boltanskiego, gromadzącym nagrania bicia serca?

Bardzo cenię projekty Boltanskiego, które często dotyczą pamięci i oparte są na poważnej kwerendzie archiwalnej. Dla historyka Archiwum serc jest interesujące, bowiem wpisuje się w szybko rozwijające się badania nad historią dźwiękową i zagadnienia budowania archiwów źródeł dźwiękowych. Czy bicie serca może stać się identyfikatorem tożsamości (nie tylko) człowieka, tak jak są nimi fotografie czy odciski palców? Boltanskiego fascynuje przemijanie; próbuje zachować ulotność ludzkiej egzystencji; mnie zaś interesuje stała, materialna obecność człowieka lub pozostałości po nim. Jak bowiem głosi stara formuła: „W przyrodzie nic nie ginie, zmienia tylko swoją formę”.

Paweł Możdżyński określił zainteresowanie sztuki współczesnej problematyką śmierci mianem „tanatologii stosowanej”. Nie było to intencją autora, ale rozwinęłabym tę ideę na zagadnienie sztuki społecznie i przemysłowo użytecznej. W ten sposób można interpretować wspomniany wyżej projekt Jae Rhim Lee. Coraz częściej przemysł pogrzebowy korzysta z pomysłów projektantów oferujących projekty ekologicznych pochówków i biodegradowalnych urn, jak Anna Citelli i RaoulBretzel z ich Capsula Mundi czy Gerard Moliné i jego Bios Urn. Chodzi zatem nie tylko o to, że artyści podejmują temat śmierci, odgrywają ją i reprezentują, ale także o to, że kultywują istniejące oraz współtworzą nowe praktyki związane z obchodzeniem się z martwym ciałem i sposobami pochówku. W tym kontekście warto przypomnieć ważną pracę Zbigniewa Libery Obrzędy intymne, którą artysta określił jako „nagi egzystencjalny dokument”, oraz związaną z nią pracę Perseweracja mistyczna. Wywołały one wiele kontrowersji, ja jednak traktuję je jako próbę pokazania, że zajmowanie się umierającą starszą osobą oraz zachowania typowe dla starszych ludzi to normalne sprawy.

Czy jest jakieś działanie artystyczne związane z tematem umierania, które szczególnie panią poruszyło?

Moją ulubioną artystką komentującą społeczne tabu związane z martwym ciałem i jego uwikłanie w kwestie polityczne i przemoc jest pochodząca z Meksyku Teresa Margolles, a zwłaszcza jej praca En el aire z 2003 roku. W przestrzeni galeryjnej maszyna tworzy bańki mydlane opadające na zwiedzających. Zauroczeni estetycznym doświadczeniem ludzie często reagują w dość niezwykły sposób, dowiadując się, że bańki powstają z wody, która uprzednio wykorzystana była domycia ciał w kostnicach w Mexico City. Woda ta została później rzecz jasna odkażona, niemniej jednak „trupie źródło” wydaje się znaczyć ciała żywych w sposób trudny dla nich do zaakceptowania.

 

EWA DOMAŃSKA

profesor nauk humanistycznych w Instytucie Historii Uniwersytetuim. Adama Mickiewicza oraz od 2002 Visiting Associate Professor na Wydziale Antropologii Uniwersytetu Stanforda. Zajmuje się współczesną teorią i historią historiografii oraz porównawczą teorią nauk humanistycznych, korzystając z materiału badawczego związanego z zagadnieniami ekobójstwa i ludobójstwa oraz studiami martwego ciała. Autorka i redaktorka wieku książek, w tym ostatnio: Historia egzystencjalna (2012), Historia – dziś (red. z Rafałem Stobieckim i Tomaszem Wiśliczem, 2014) oraz Nekros. Wprowadzenie do ontologii martwego ciała (2017, w druku).