SPOKÓJ NIESKOŃCZONEJ RÓWNINY

Jeżeli – jak twierdzą niektórzy – właśnie skończył się świat, jaki znamy, czas zacząć zastanawiać się, jak urządzić go na nowo. W związku z tym, na przekór narastającym lękom pytamy badaczy, dziennikarzy i artystów jaki świat chcieliby poznać, czyli o ich marzenia związane z konstrukcją powstrząsową.

 

JAKUB DYMEK,

kulturoznawca, dziennikarz i publicysta:

Pewnie poprawnie byłoby powiedzieć, że wierzę w utopię socjalistyczną albo innego rodzaju„w pełni zautomatyzowany luksusowy komunizm”, ale tego nie zrobię. Nie mam wątpliwości, że warunkiem rewolucji w naszym życiu na poziomie prywatnym będzie zanegowanie stosunków pracy i związanej z nimi opresji na poziomie publicznym, najpierw jednak musimy przezwyciężyć beznadzieję samolubności i indywidualizmu. Ironia, dystans, ucieczka w prywatność i płytka subwersja nie mogą być strategiami życia w sytuacji, w której prawdziwe skurwysyństwo i faszyzm podnosi łeb. Dlatego liczę na odnowienie pojęć solidarności, miłości, prawdy – wartości, które nie podlegają negacji przez procesy polityczne i medialne. Potrzebujemy uczuć, których nie można odgórnie zadekretować. Myślę, że już teraz obserwujemy to w akcjach solidarnościowych między różnymi grupami wyznaniowymi w Stanach Zjednoczonych, w działaniach międzypokoleniowych np. przy okazji Czarnego Protestu w Polsce, czy w nowych formach kolektywnej pracy. Tworzenie aliansów ponad doraźnymi różnicami jest tym, co może nas w końcu wyprowadzić z tego świata indywidualizmu, który powraca w formie 2.0., wzmocnionej przez bańki mediów społecznościowych. Czy to się uda? Zobaczymy. Jedno wiem na pewno – przyszłość jest kobietą. Jeżeli szukamy czegoś na wzór dawnej awangardy proletariatu, dziś awangardą światowej rewolucji pod każdą szerokością geograficzną są kobiety – grupa, która ma największy potencjał, aby porządek wzajemnej troski, opieki, wrażliwości i solidarności przenieść z domu do sfery publicznej. Biała męska klasa ekspercka musi odejść!

 

DIANA LELONEK,

artystka wizualna:

Pozwolę sobie puścić wodze wyobraźni wbrew mojemu smutnemu nastojowi, wynikającemu z tego, że wszystko co się dzieje wokół przeczy moim rozmyślaniom na temat nowej wspólnotowości. Mamy obecnie do czynienia z bolesnym, dotkliwie odczuwalnym i nie wiadomo co jeszcze za sobą niosącym zwrotem w obronie tzw. „dawnych wartości”. W moim mniemaniu jest to ostatni podryg przestarzałego hierarchicznego, androcentrycznego, europocentrycznego i antropocentycznego porządku, który nijak nie jest w stanie już czegokolwiek rzetelnie opisać. Świat jaki znamy jeszcze się nie skończył, ale oby odszedł jak najprędzej… Tymczasem konserwatywni starcy będący jedynie małej wielkości pionowymi naroślami na kłączu, nadal naiwnie myślą, że są drzewem rosnącym na głębokich korzeniach. Nic bardziej mylnego. Kłącze ich odrzuci, prędzej czy później, jako zbędą narośl zakłócającą swobodny przepływ energii. Kiedy to się dokona, uwolniona wspólnota będzie musiała wytworzyć nowe pojęcia, aby mieć pewność, że zmora dualizmów już nigdy nie powróci. Nie będzie już zła i dobra, nas i innych, lepszych i gorszych, wyższych i niższych. Nie będzie wartości – będą negocjacje. Powołamy nareszcie nową konstytucję, powołamy ją we wzajemnym porozumieniu ze wszystkimi członkami wspólnoty. Powołamy ją w porozumieniu z lodowcami, ze smogiem i z puszczą, z każdym Innym, niezależnie od jego koloru skóry, sierści czy porostów. Powołamy ją nie raz, ale będziemy aktualizować ją o każdej porze dnia i nocy, przepracowywać na nowo i nigdy nie kończyć. Nikt już nikomu nigdy nie powie, że „wszystko zależy tylko od ciebie”, ani „to tylko moja zasługa”, ani (o zgrozo..) „i ty możesz odnieść sukces!”. Linearny postęp, wspinanie się na szczyt, hierarchia i inne bzdury będą już zbędne. Czeka nas epoka oparta na wielokierunkowości płaskich poprzecznie rozrastających się struktur. Prostota nigdy nie kończących się komplikacji w sieci wzajemnych współzależności. Nic już nie będzie musiało rosnąć w siłę. Spokój nieskończonej równiny. Cyrkulację czas zacząć!

 

ZOFIA KRAWIEC,

instagramowiczka, dziennikarka kulturalna i kuratorka:

Światem moich marzeń jest świat, w którym władzę dzielą między sobą kobiety i mężczyźni. całego serca pragnę też świata, w którym kobiety się ze sobą przyjaźnią i wspierają się, a ich relacje nie są toksyczne i oparte na rywalizacji. Chciałabym, żeby kobiety pragnęły dla innych kobiet sukcesu i szczęścia, rozumiejąc, że dzięki temu sukces i szczęście będą dla nich samych łatwiejsze do osiągnięcia. I, przede wszystkim, chciałabym, żeby kobiety nie niszczyły innych kobiet – nawet jeżeli nie są ich przyjaciółkami, to też są kobietami, a to przecież jedna z trudniejszych rzeczy na tym świecie.

 

JERZY KOCIATKIEWICZ I MONIKA KOSTERA,

badacze zajmujący się organizacją i zarządzaniem, autorzy książki Zarządzanie w płynnej nowoczesności:

Jeszcze niedawno rozmawialiśmy z naszymi mądrymi przyjaciółmi o tym, czego nam najbardziej dziś brakuje i wszyscy doszliśmy do wniosku, że tęsknimy za marzeniami, że kiedyś marzyliśmy lepiej. Może to się właśnie teraz zmienia?

Eklezjasta pisze, że wszystko ma swój czas – jest czas zszywania i czas rozdzierania. Moim zdaniem czas rozdzierania panował co najmniej przez dwie ostatnie dekady, dlatego marzy mi się czas zszywania. Taki, w którym jako ludzie znajdziemy coś, co nas łączy, coś, co chcielibyśmy robić i osiągnąć razem, nie czując się zmuszanymi do tego. Kiedy ten czas się pojawi, znów będziemy cenić sobie różnorodność i cieszyć się z budowania mostów, ważne staną się doświadczenia z pogranicza i sojusze ponad tymi wszystkimi naprawdę solidnym murami, które wyrosły na świecie.

Ja chciałbym przede wszystkim, żebyśmy nauczyli się dzielić – jesteśmy bardzo bogatym społeczeństwem pełnym biednych ludzi, nie tylko w wymiarze materialnym, ale również duchowym. Mam nadzieję, że nasz nowy świat będzie lepszy pod tym względem. Chciałbym też, żebyśmy mogli zacząć poświęcać czas rzeczom, które mają sens – dla nas i jednocześnie dla innych. Dziś mnóstwo czasu przeznaczamy na wykonywanie czynności, których celu nie rozumiemy.

 

ŁUKASZ DROZDA,

politolog i urbanista:

Alternatywa dla tryumfalnego pochodu skrajnej prawicy powinna dążyć do rozładowywania społecznych napięć, czyli umiejętnie organizować gniew w kategoriach klasowych, zamiast grać kartą nienawiści i strachu. Jak spełnić to pięknie brzmiące założenie w praktyce? Realistyczne rozwiązanie to instytucja państwa jako wspólnoty, dla której kluczowa jest demokratyczność. Państwo popadające w skrajną finansjalizację jest demokratyczne jedynie powierzchownie. Pomysł na dochód podstawowy wydaje mi się iluzoryczny, jeżeli chcemy uniknąć jego utowarowienia. Nie wierzę w ideę końca pracy, widzę za to ogromną potrzebę rozwoju usług opiekuńczych w starzejącym się społeczeństwie. Państwo nie powinno jednak popadać i w błędy znane z fordystowsko-keynesistowskiej przeszłości, która dała się poznać jako okres skrajnej uniformizacji. Państwo zrutynizowane i zbiurokratyzowane sprzyja kreowaniu fobii i lęków przed „wielkim rządem”. Jeżeli nie chcemy wpaść w coś, co GuyStanding – autor książki Prekariat. Nowa niebezpieczna klasa – nazywa „socjaldemokratyczną pułapką” (tak naprawdę też chadecką), musimy uważać na rozwiązania zagrażające wielokulturowości, za wszelką cenę rozwijać bezpłatną edukację i zwiększać cyfryzację systemu informacji publicznej. Nie powinniśmy też bezkrytycznie wychwalać działalności organizacji pozarządowych, ponieważ te drogą grantozy staczają się w autoteliczność. Państwo demokratyczne musi dbać o wykorzystanie zasobów, co na moim,„przestrzennym” podwórku oznacza np. rozwijanie planowania i wskazywanie twardych barier dla zabudowy ponad miarę. Bez tego będziemy psuć zasoby i nie nadążymy z infrastrukturą. Co z tego, że możemy unowocześniać, jeżeli nie damy rady tego rozmieścić w przestrzeni? Probierzem kreatywności państwa nie może być odsetek osób, które zasiadają przed jabłczanym laptopem w kuszącym lofcie, to państwo samo w sobie powinno być kreatywne – jeśli chce być demokratyczne, nie może być minimalne i „tanie”. Kreatywne byłoby, gdyby w epoce istnienia kalkulatora i Excela progresywny system podatkowy miał np. 100, a nie 2 czy 3 progi. To może urealnić utopię, pogoń za którą stanowi wymóg postępu, nawet gdy realizujemy ją tylko fragmentarycznie. Podsumowując, chciałbym, żeby świat był lepszy dzięki demokratycznemu i kreatywnemu państwu.